Znak Heliotropu miał pojawić się w pierwszym Wiedźminie i działałby on inaczej, niż w "dwójce"

Wrzucił Ciekawostek - poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Inaczej, czyli prawidłowo, bo jeśli nie jest Wam obca proza Andrzeja Sapkowskiego, to z pewnością pamiętacie sytuacje, w których Geralt użył znaku Heliotropu - stało się to w opowiadaniu Ostatnie życzenie. Wiedźmin krzyżował wówczas przeguby obu rąk w celu zniwelowania ataków magicznych i za każdym razem boleśnie odczuł próbę takiej obrony. W grze Wiedźmin 2: Zabójcy królów wspomniany znak również był obecny, ale miał on zupełnie inne zadanie. Nie dość, że nie pełnił typowej funkcji ochronnej, to na dodatek nie należał do podstawowego zestawu zaklęć. Mogliśmy go odpalić dopiero po wypełnieniu paska adrenaliny, o ile wcześniej odblokowaliśmy odpowiednią umiejętność. On sam spowalniał czas, działając niczym wiedźmiński bullet time.


Znak Heliotropu nigdy nie doczekał się poprawnej implementacji w serii gier Wiedźmin. Znajdował się on jedynie w pierwotnych planach twórców "jedynki", kiedy produkt powstawał jeszcze na silniku strzelaniny Mortyr. Skąd o tym wiemy? Z oryginalnej dokumentacji erpega (weszliśmy w jej posiadanie niedawno), która została przygotowana w 2002 roku, a więc pięć lat przed faktyczną premierą tytułu. Heliotrop był wymieniany tam jako jeden z sześciu dostępnych znaków i pełnić miał identyczną funkcję, co w opowiadaniach Sapkowskiego. Z jego pomocą Geralt rozpraszałby rzucone na niego czary, ale nie mógłby chronić się przed wypluwanymi w jego kierunku strzałami i bełtami. Tę zdolność zyskałby z chwilą odpalenia znaku Quen, ale tego już się zapewne domyślacie.

0 komentarze:

Prześlij komentarz



Facebook YouTube Instagram Google Plus Twitter Email









Znajdź ciekawostkę po tytule gry