Tylko 300 dolarów dostał pracownik LucasArtsu za wykradzenie gry TIE Fighter

Wrzucił Ciekawostek - niedziela, 29 maja 2016

Ponad dwadzieścia lat temu fani elektronicznej rozrywki nie mieli powszechnego dostępu do Internetu, dlatego piractwo wyglądało zupełnie inaczej niż dziś. Ludzie wymieniali się egzemplarzami pecetowych gier, kupowali je na giełdach komputerowych lub po prostu kopiowali dane u znajomych, najpierw na dyskietki, potem na płyty kompaktowe. Rzadko zdarzało się, że dany tytuł pojawiał się w nielegalnym obiegu przed premierą, choć oczywiście zdarzały się też takie przypadki. Pecha miał m.in. TIE Fighter, czyli niezwykle udany symulator firmy LucasArts, pozwalający usiąść za sterami imperialnych myśliwców z uniwersum Gwiezdnych wojen. Jeśli wierzyć informacjom płynącym z dziennika Los Angeles Times, oczekiwany przez fanów produkt został wykradziony 14 dni przed swoim oficjalnym debiutem. Dwa tygodnie w zupełności wystarczyły, żeby piracka wersja gry zagościła na wielu pecetach na całym świecie.


Historię kradzieży TIE Fightera amerykańska gazeta opisała już 22 lata temu, ale o sprawie znów zrobiło się głośno, kiedy jeden z fanów zeskanował fragment wspomnianego artykułu i udostępnił go na Twitterze. Z zawartych w tekście informacji wynika, że nieznany z imienia i nazwiska pracownik LucasArtsu przesłał za pomocą modemu kopię gry do osoby zajmującej się dystrybucją nielegalnego oprogramowania. Wydarzenie to miało miejsce 6 lipca 1994 roku, dwa tygodnie przed premierą symulatora. Jeszcze tego samego dnia produkt został wyposażony w cracka, a następnie przesłano go na znajdujący się w Seattle serwer Waves of Wares, cieszący się dużą popularnością wśród piratów. Za swoje działanie złodziej miał rzekomo otrzymać 300 dolarów (675 zł w przeliczeniu na naszą walutę, z uwzględnieniem kursu dolara z 6 lipca 1994 roku i późniejszej denominacji), co nawet w tamtych czasach wcale nie było wygórowaną kwotą. 22 lata temu stawka minimalna w Stanach Zjednoczonych wynosiła 4.25$ za godzinę, a sam TIE Fighter był sprzedawany w sklepach za 60 dolarów.

Nie wiadomo czy artykuł zawiera stuprocentowo pewne informacje, ale nie podejrzewamy dziennikarzy tak renomowanego dziennika (Los Angeles Times ukazuje się od 1881 roku) o pisanie bredni. Autor artykułu (Adam Bauman) zauważył, że w kradzieży wcale nie chodziło o pieniądze, ale kwestie prestiżowe związane z przynależnością do podziemnego kręgu. Biorąc pod uwagę wymienioną wyżej kwotę, trudno się z tym nie zgodzić.

0 komentarze:

Prześlij komentarz



Facebook YouTube Instagram Google Plus Twitter Email









Znajdź ciekawostkę po tytule gry