Autorzy gry The Secret of Monkey Island wysłali jej kopię-matkę do Europy, dając ją nieznanej osobie na lotnisku

Wrzucił Ciekawostek - niedziela, 10 stycznia 2016

Życie na początku ostatniej dekady lat dziewięćdziesiątych wyglądało zupełnie inaczej niż dziś. Nie było internetu, smartfonów, a listy pisało się długopisem na papierze, nie za pomocą klawiatury komputera. Ponad ćwierć wieku temu branża gier komputerowych także nie przypominała tego, z czym kojarzy nam się ona obecnie. Dziennikarze nie latali na drugi koniec świata, żeby zobaczyć krótki fragment strzelaniny przed jej premierą, produkcje nie zarabiały setek milionów dolarów, a deweloperzy z bardzo znanych firm byli w stanie wręczyć przypadkowej osobie na lotnisku kopię-matkę jeszcze świeżutkiej przygodówki, aby ta pomogła dostarczyć nośniki do fabryki na innym kontynencie.


Ta historia wydarzyła się naprawdę i to w nie byle jakim studiu, bo w LucasArts (wówczas operującym jeszcze pod nazwą LucasFilm Games). Na początku września 1990 roku twórcy przygodówki The Secret of Monkey Island, z Ronem Gilbertem na czele, zgrali finalną wersję swojego dzieła na cztery dyskietki, aby dostarczyć je do firmy zajmującej się powielaniem nośników. W Stanach Zjednoczonych nie był to wielki problem, kłopot sprawiła deweloperom dopiero Europa. Żeby nie doszło do niepotrzebnego opóźnienia premiery tytułu na Starym Kontynencie, Gilbert zdecydował się na szalony krok. Pomysłodawca opowieści o Guybrushu Threepwoodzie pojechał na lotnisko, tam skierował się do bramki, skąd odlatywał jeden z transoceanicznych samolotów, a następnie wręczył pierwszemu pasażerowi z brzegu wspomniane dyskietki, obiecując, że ktoś odbierze je przy wyjściu. Plan się udał, paczka bezpiecznie dotarła do osoby kontaktowej w Europie i The Secret of Monkey Island ukazało się zgodnie z planem. Anegdotkę tę Ron Gilbert opowiedział przy okazji 25. rocznicy wydania przygodówki, która miała miejsce we wrześniu ubiegłego roku.

Cztery dyskietki z grą The Secret of Monkey Island.

Wyobrażacie sobie, żeby w dzisiejszych czasach, kiedy wszelkie wycieki wiążą się z olbrzymimi konsekwencjami, ktoś zdecydował się na takie rozwiązanie? Problemem byłoby nawet znalezienie człowieka, który podjąłby się takiego zadania. Nie dość, że o wręczaniu podejrzanych przesyłek pasażerom nie ma po prostu mowy, to na dodatek nikt nie zdołałby dotrzeć bez kontroli i odpowiednich papierów do miejsca, skąd odlatywałby samolot.

0 komentarze:

Prześlij komentarz



Facebook YouTube Instagram Google Plus Twitter Email









Znajdź ciekawostkę po tytule gry