W grze Morrowind mieliśmy zwiedzić całą prowincję, nie tylko wyspę Vvardenfell

Wrzucił Ciekawostek - piątek, 1 maja 2015

Pracownicy Bethesdy mieli dość ambitne plany odnośnie trzeciej odsłony serii The Elder Scrolls. Wstępne przymiarki do produkcji gry, która w maju 2002 roku zadebiutowała jako Morrowind, poczyniono już w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Choć Amerykanie w tym czasie byli mocno zajęci tworzeniem Daggerfalla, nie przeszkadzało im to rozmyślać nad kolejnym odcinkiem sagi. Ustalono, że akcja erpega zostanie osadzona na archipelagu wysp Summerset, położonego na zachód kontynentu Tamriel. Co ciekawe, projekt nosił wtedy zupełnie inny tytuł - Tribunal.


Zasadnicza zmiana koncepcji nastąpiła dopiero po premierze Daggerfalla. Deweloperzy zdecydowali, że skorzystają z usług ulepszonego silnika XnGine (użytego później w grze An Elder Scroll Legend: Battlespire), a zamiast wysp Summerset, fani odwiedzą prowincję Morrowind. Usprawniony plan zakładał, że produkt będzie zbliżony w wielu aspektach do swojego poprzednika, dlatego przymierzano się do odtworzenia całej krainy, nie tylko wyspy Vvardenfell. Gracze mieli otrzymać opcję dołączenia do wszystkich pięciu rodów Mrocznych Elfów, rozważano również możliwość całkowitego niszczenia miast i podziwiania maszerujących przez kraj armii żołnierzy. Rzeczywistość dość szybko sprowadziła jednak Amerykanów na ziemię. Ówczesna technologia okazała się za słaba, żeby zrealizować te pomysły, więc w rezultacie produkt został odłożony na półkę kilka miesięcy później.

Do Morrowinda Bethesda wróciła dopiero w drugiej połowie 1998 roku, kiedy światło dzienne ujrzała gra The Elder Scrolls Adventures: Redguard. Znacznie ograniczono skalę przedsięwzięcia, co odbiło się m.in. na wielkości świata - dziś wiemy, że "trójka" oferuje najmniejszy obszar spośród wszystkich odsłon cyklu. W zamian pokuszono się o ręczne zaprojektowanie krainy Vvardenfell, co akurat w tej serii było wówczas dużą nowością. Sporym modyfikacjom uległa też fabuła. Deweloperzy położyli znacznie większy nacisk na powrót Dagoth-Ura, który choć był centralnym punktem opowieści w pierwotnej koncepcji gry, to jednak nie stanowił on tam jego głównej atrakcji. Dziś, trzynaście lat po premierze Morrowinda, możemy pokusić się o śmiałe stwierdzenie, że poczynione zmiany wyszły mu na dobre - trzecia odsłona cyklu powszechnie uważana jest za tą najlepszą. Warto nadmienić, że nie zmarnował się również Tribunal (w polskiej wersji Trójca), bo właśnie taki tytuł Bethesda nadała jednemu z dodatków do popularnego "Morka".

0 komentarze:

Prześlij komentarz



Facebook YouTube Instagram Google Plus Twitter Email









Znajdź ciekawostkę po tytule gry