• NIE PRZEGAP UKRYTEGO ZAKOŃCZENIA W GOD OF WAR

    Twórcy gry God of War przygotowali miażdżącą scenę zwiastującą sequel, którą da się odpalić po ukończeniu właściwej kampanii i powrocie do domu Kratosa.

  • Z KINGDOM COME WYCIĘTO BARDZO FAJNE QUESTY

    Co najmniej 18 zadań wycięli twórcy gry Kingdom Come: Deliverance przed premierą - część z nich prezentowała się naprawdę znakomicie.

  • O SETTINGI Z DLC DO FAR CRY 5 UBISOFT PYTAŁ 4 LATA TEMU

    Ankiety jakie Ubisoft wysyła do graczy najwyraźniej się przydają, bo na bazie wyników jednej z nich francuski koncern przygotował dodatki DLC do Far Cry 5.

  • KINGDOM COME POZWALA CZYTAĆ W KIBELKU

    I jest to prawdopodobnie pierwsza gra w historii, która to umożliwia. Na dodatek, ma to sens z punktu widzenia rozgrywki.

  • POLSKA WERSJA NOCY KRUKA POWSTAWAŁA PÓŁTORA ROKU

    W 2004 roku CD Projekt mocno wystawił cierpliwość fanów na próbę, zaliczając kolejne wtopy z przetłumaczeniem mocno wyczekiwanego dodatku do gry Gothic 2.

  • OTO NAJWIĘKSZY BOSS W HISTORII GIER

    Według wyliczeń autorów Księgi Rekordów Guinnessa ten pan ma ponad dziewiętnaście kilometrów wysokości, więcej niż wynosi średnica Ziemi.

W grze Ancestors Legacy warto zwrócić uwagę na detale związane z krwią

Wrzucił Ciekawostek - wtorek, 22 maja 2018

Już za kilkadziesiąt minut studio Destructive Creations udostępni za pośrednictwem platformy Steam swoje najnowsze dzieło, czyli grę Ancestors Legacy. Tym razem deweloperzy z Gliwic powstrzymali się od przedpremierowych kontrowersji, więc RTS skrojony pod fanów serii Company of Heroes ma przyciągnąć do siebie solidną mechaniką rozgrywki, a nie prowokacyjną tematyką. Nie oznacza to jednak, że firma dowodzona przez Jarosława Zielińskiego nagle zrobiła się grzeczna. Jakichkolwiek złudzeń pozbawił nas jej szef, wrzucając do e-maila następujący manifest: "Mamy PEGI 18 i jesteśmy z tego dumni. Destructive Creations to twórcy Hatred, więc nasze gry zawsze będą pełne przemocy".

Mieszko I we krwi.

Przemoc w Ancestors Legacy to ciekawy temat, bo choć gra jest klasycznym RTS-em, deweloperzy mocno przyłożyli się do animacji walki i pozwalają oglądać je w dużym zbliżeniu. Istotną rolę pełni też w niej krew. Wojownicy w trakcie potyczek plamią ubranie posoką i to nie tylko wskutek odniesionych ran, ale również wtedy, gdy dana postać zabija bądź rani przeciwnika. Jakby tego było mało, krew zmywa się powoli z pancerza, kiedy armia wchodzi do wody, gdy spadnie deszcz lub w trakcie procesu ulepszania zbroi. Destructive Creaions chwali się również, że zwłoki nie znikają z placu boju. Jeśli gracz ma takie życzenie, może przesunąć odpowiedni wskaźnik w opcjach maksymalnie w prawo i wtedy każdy zadźgany rywal pozostanie w miejscu zgonu do końca misji.

PS4 bez problemu emuluje gry z PSP - Sony mogłoby opracować emulator, zamiast sprzedawać raz jeszcze "remasterowane" gry

Wrzucił Ciekawostek - sobota, 19 maja 2018

Choć firma Sony nie zapewniła posiadaczom konsoli PlayStation 4 wstecznej kompatybilności (w przeciwieństwie do konkurującego z nią Microsoftu), na tym urządzeniu wciąż można pograć w masę klasyków z PS2. Dodatkowo, co jakiś czas pojawiają się remastery kultowych gier sprzed lat, jak choćby Crash Bandicoot, który w zeszłym roku otrzymał odpicowaną pełną trylogię, a także PaRappa the Rapper. Co ciekawe, w przypadku tego drugiego tytułu Sony nie stworzyło wszystkiego od podstaw - PaRappa odpalany jest na emulatorze PSP, a jakby tego było mało, odkrycia dokonali hakerzy.


PaRappa the Rapper Remastered to odświeżona wersja gry muzycznej z 1996 roku, która 10 lat po premierze oryginału otrzymała swoją edycję na PlayStation Portable. To właśnie z niej postanowiło skorzystać Sony przygotowując wersję na PS4. Produkt odpalany jest za pośrednictwem emulatora, który korzysta wprawdzie z kodu źródłowego gry, ale przy okazji pozwala na podmianę źródłowych tekstur na te w wyższej rozdzielczości. Hakerzy z "uwolnionym" (ang. jailbroken) PS4 postanowili wykorzystać sytuację i spróbować w podobny sposób uruchomić inne gry z PSP, co częściowo się udało - mowa choćby o Loco Roco czy Pataponie.

Jednakże nie wszystkie produkcje w wersji na PSP da się odpalić w ten sposób, co przypisywane jest przez niektórych hakerów maksymalnej wielkości plików, jakie program może obsłużyć. Jak to w takich przypadkach bywa, niektórzy dobrali się już do danych konfiguracyjnych emulatora i - we współpracy z innymi twórcami domowych softów emulujących PSP - pracują nad projektem roboczo nazwanym PSPHD, mającym na celu stworzenie w pełni funkcjonalnego oprogramowania do emulowania gier z leciwego już handhelda. Nie jest to jednak pierwsza taka sytuacja - Sony zastosowało podobne rozwiązanie w przypadku wspomnianych już gier z PS2, gdzie produkcje również odpalane były przez specjalny emulator... a hakerzy przygotowali oczywiście swoją funkcjonalną wersję, by dobrać się do reszty tytułów na swoich złamanych konsolach. Naszym zdaniem nic nie stoi na przeszkodzie, żeby umożliwić graczom emulowanie gier z oryginalnych płyt, ale na takie rozwiązanie Sony raczej nie pozwoli.

Zgadnijcie, co znalazł Atreus na początku gry God of War

Wrzucił Ciekawostek - czwartek, 17 maja 2018

Cory Barlog z Santa Monica Studio dawał kilkukrotnie do zrozumienia, że na początku nowej gry z serii God of War znajduje się coś, co może skutecznie zepsuć niespodziankę dotyczącą Atreusa, która ujawniana jest dopiero w wieńczącym zmagania epilogu. Informacja ta podziałała na fanów jak płachta na byka, więc nie powinniśmy się dziwić, że wielu graczy rozpoczęło gorączkowe poszukiwania tajemniczej wiadomości, która już na starcie może zmienić nasze spojrzenie na chłopca. Do tej pory nikomu nie udało się jej znaleźć, więc z pomocą ruszył sam Barlog. W pierwszym odcinku dziennika deweloperskiego, który pojawił się w miniony poniedziałek na oficjalnym profilu PlayStation w serwisie YouTube, Amerykanin podsunął znaczącą - naszym zdaniem - podpowiedź. Zanim jednak napiszemy o co chodzi, uprzedzamy Was przed spojlerami w kolejnych akapitach. Spojlerami najcięższego kalibru.

Ta niepozorna roślina to jemioła.

Barlog w filmie komentował prolog, czyli pierwsze fragmenty kampanii. Kratos ścina w niej drzewo, które później posłuży do zbudowania stosu pogrzebowego dla jego zmarłej partnerki, Faye. Kiedy pień pada na ziemię, a bogobójca poprawia rzemienie okrywające rany na jego rękach, tuż za nim pojawia się Atreus. Chłopiec rzuca jedno słowo "znalazłem" i szybko orientujemy się, że trzyma w rękach małą roślinę. Potem następuje scena rodem z filmu Komando z Arnoldem Schwarzeneggerem i para kieruje się do domu.

Kiedy Kratos przygotowuje stos pogrzebowy, Atreus wchodzi do chaty. Tam na ceremonię czeka ciało jego zmarłej matki. Chłopiec przemawia przez krótką chwilę nad jej zwłokami, a następnie rzuca na całun listki rośliny, którą wcześniej odnalazł w lesie. Tutaj kryje się też wspomniana niespodzianka, bo tym zielskiem jest… jemioła, o czym informuje nas Cory Barlog w dzienniku deweloperskim.

Motyw jemioły jest bardzo istotny w wierzeniach skandynawskich, bo właśnie z pomocą tej rośliny Lokiemu udało się pozbyć Baldura, a co za tym idzie, rozpocząć Ragnarok, czyli zmierzch bogów. W mitologii nordyckiej Baldur został nieświadomie zabity przez swojego ślepego brata, Hodura, który cisnął strzałą (grotem) z jemioły w ciało swojego krewniaka. Hodur wspomnianą strzałę otrzymał bezpośredniego od Lokiego, bo ten dowiedział się, że zaklęcie chroniące Baldura nie zapewnia odporności przed tą rośliną.

Atreus posypujący jemiołą zwłoki matki.

W finale gry God of War Kratosa czeka nieunikniony pojedynek z niewrażliwym na ciosy Baldurem, ale kiedy Spartiata dostaje od niego srogi łomot, pomiędzy dwoma bogami odważnie staje Atreus. Uderzając chłopca, Baldur przypadkowo przebija dłoń grotem strzały z jemioły, którym nieco wcześniej Kratos spiął kołczan swojego syna. Nordycki bóg traci swoją magiczną ochronę i od tego momentu może zostać pokonany. Dopiero później - na samym końcu przygody - dowiadujemy się, że Atreus ma alternatywne imię wybrane przez matkę - brzmi ono Loki. Wszystkie wydarzenia zaczynają się wtedy układać w sensowną całość. Atreus (Loki) osłabił Baldura przy pomocy jemioły, ale ostateczny cios zadał ktoś zupełnie inny. W mitologii nordyckiej był to Hodur, w grze God of War... Kratos.

Gra nie podsuwa nam żadnych informacji, że znalezioną na początku gry rośliną jest jemioła, żaden z fanów gry nie był też w stanie jej rozpoznać. Rewelacja Barloga ma więc wielką moc, bo wskazuje, że Atreus miał już do czynienia z tą rośliną na początku wielkiej podróży do Jotunheimu. Oczywiście chłopiec nie ma zielonego pojęcia o znaczeniu tej gałązki, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że Atreus faktycznie jest Lokim, cała scena nabiera ogromnego znaczenia w kontekście całości. Inna sprawa, że bez pomocy Barloga trudno było powiązać jemiołę z synem Kratosa, a co za tym idzie, zaspojlować sobie informację o tożsamości młodego już na starcie.

Główny bohater gry Days Gone zadzwięcza swoje imię zwierzakowi, a nazwisko... ulicy

Wrzucił Ciekawostek - środa, 16 maja 2018

Deacon nie jest popularnym imieniem w Stanach Zjednoczonych. W 2017 roku otrzymało je 575 chłopców, co stanowi zaledwie 0,02% wszystkich mężczyzn urodzonych na terenie USA w tym okresie. Nie jest wykluczone, że statystyka ta poprawi się w kolejnych latach, bo właśnie w taki sposób postanowili nazwać głównego bohatera gry Days Gone jej deweloperzy. Pomyli się jednak ten, kto sądzi, że autorzy tej produkcji długo zastanawiali się nad tym wyborem, a w poszukiwaniu niezbyt oklepanego imienia wertowali oficjalne raporty rządowe. Kilka dni temu okazało się, że wirtualny Deacon odziedziczył imię po prawdziwym zwierzaku, który niegdyś należał do głównego projektanta gry, Johna Garvina.


Garvin zdradził tę informację redaktorowi serwisu Game Informer, który odwiedził studio Bend, żeby przygotować obszerną porcję materiałów na jej temat. Nie wiemy czy zwierzak jeszcze żyje i jakiego gatunek reprezentował, ale fakt, że doczekał się uwiecznienia w grze świadczy o tym, że był dla wspomnianego dewelopera bardzo ważny. Jakby tego wszystkiego było mało, główny projektant Days Gone wyjawił też, że nietypowe nazwisko bohatera (St. John, czyli święty Jan), to de facto nazwa ulicy, przy której ów producent niegdyś mieszkał.

Niemieccy cenzorzy nie widzą problemu ze swastyką w grze Bundesfighter II Turbo

Wrzucił Ciekawostek - środa, 16 maja 2018

Jeśli zobaczycie słowa "gry wideo" oraz "cenzura" w jednym zdaniu, to zapewne pierwsze na myśl przyjdą wam Niemcy. Wiele mówi się w środowisku graczy o zakazie pokazywania swastyk w rozrywkowych produkcjach, o co obawialiśmy się również w Polsce przy okazji premiery gry Wolfenstein II: The New Order. Ostatnie wieści od naszych zachodnich sąsiadów są jednak zaskakujące: świętsi od papieża niemieccy cenzorzy zaakceptowali "użycie" swastyki w przeglądarkowej bijatyce.


Chodzi o niepozorną grę pod tytułem Bundesfighter II Turbo, którą w zeszłym roku wydała firma Funk Media. W ramach - satyrycznej, zaznaczmy - rozgrywki, rolą gracza było sterowanie czołowymi politykami w prostym mordobiciu. Jedna z dostępnych w niej postaci, Alexander Gauland (w rzeczywistości lider prawicowego ugrupowania Alternatywa dla Niemiec), w ramach specjalnego ataku zmieniał swoje ciało na kształt swastyki w lustrzanym odbiciu. Sprawa została zgłoszona do prokuratury przez Stowarzyszenie Graczy w Niemczech (niem. Verbraucherverband der Computerspieler) w myśl zakazu korzystania z nazistowskich symboli, który nie dotyczy jednak obszarów edukacji, sztuki czy satyry - a za sztukę gier nie uważano odkąd w 1998 wydano wyrok w sprawie twórców Wolfensteina 3D i występujących w grze swastyk.

Bundesfighter II Turbo doczekał się jednak zupełnie innego rozwiązania sytuacji. Prokuratora poinformowała ostatnio, że w tej chwili nie są prowadzone żadne sprawy przeciwko firmie Funk Media. Według instytucji, taka produkcja przysługuje się zarówno sztuce jak i postawom obywatelskich, nawet jeśli sama nie jest sztuką w rozumieniu istniejącego prawa - zamysłem twórców było bowiem zachęcenie młodych obywateli do głosowania w wyborach odbywających się w zeszłym roku. Co więcej, Prokuratura Generalna stwierdziła, że aktualne prawo jest przestarzałe, a same gry były w Niemczech uznawane za sztukę z zasady od 2008 roku. Czyżbyśmy coś przegapili w rozwoju sytuacji? Tak czy inaczej, pojawiła się iskierka nadziei, że trzeci Wolfenstein może w końcu zaprezentować naszym zachodnim sąsiadom nazistowską symbolikę. Zawał murowany.

Reżyser gry God of War potwierdził, że scena z drzewem jest inspirowana filmem Komando z Arnoldem Schwarzeneggerem

Wrzucił Ciekawostek - wtorek, 15 maja 2018

Przygodę w najnowszej odsłonie serii God of War rozpoczynamy od ścięcia drzewa, które Kratos transportuje do swojego domu i tworzy z niego stos pogrzebowy. Choć ogromny pień pokonuje większość tej trasy drogą wodną, przez chwilę widać, jak bogobójca niesie go na swoim ramieniu bez wyraźnego wysiłku. Cała scena od razu kojarzy się ze starym filmem Komando (ang. Commando) z 1985 roku, w którym Arnold Schwarzenegger robi dokładnie to samo, co Kratos. Jak się wczoraj okazało, analogia ta nie jest przypadkowa.


Cory Barlog, który podczas produkcji God of War pełnił rolę reżysera gry, wyznał, że scena z drzewem jest jego pomysłem i faktycznie została zainspirowana filmem Komando, którego on sam był wielkim fanem w młodości. Barlog był najwyraźniej pod dużym wrażeniem wyczynów Arnolda Schwarzeneggera i zdecydował się pokazać siłę Kratosa w identyczny sposób. Deweloper żartował nawet, że zmuszał swoich ludzi do tworzenia coraz większego drzewa, bo te, które zostały zrobione, okazały się dla niego za małe, ale w końcu odpuścił. Dodał również, że nie powinna nas dziwić kompletnie obojętna reakcja Atreusa na widok niesionego przez ojca pnia. Chłopiec - jego zdaniem - od zawsze wiedział, że tata jest piekielnie silny i nie dorabiał do tego ideologii, a już na pewno nie podejrzewał, że Kratos jest bogiem.


Dokładnie 6 lat temu dowiedzieliśmy się, czym jest "błąd 37" w grze Diablo III

Wrzucił Ciekawostek - wtorek, 15 maja 2018

To była jedna z najbardziej oczekiwanych premier XXI wieku. Trzecia gra z serii Diablo trafiła do sprzedaży 15 maja 2012 roku i z miejsca ustanowiła kilka rekordów, m.in. najszybciej sprzedającej się gry na PC. Firma Blizzard Entertainment ogłosiła, że tylko pierwszej doby produkt kupiło ponad trzy i pół miliona graczy, a w ciągu pierwszego tygodnia ponad 6 milionów. Nie ma żadnych wątpliwości, że pod względem komercyjnym Diablo III okazało się gigantycznym sukcesem. Pod względem technicznym natomiast... no cóż, określenie "kompletna katastrofa" byłoby tutaj najbardziej adekwatne.


Deweloperzy powinni byli zdawać sobie sprawę z problemów, jakie mogą wystąpić po premierze mocno oczekiwanego dzieła, bo niespełna miesiąc wcześniej urządził publiczne testy wersji beta tej rąbanki. Już wtedy Blizzard nie był w stanie obsłużyć wszystkich zainteresowanych. Bez dostępu do serwerów Diablo III odmawiało posłuszeństwa, bo gra wymuszała zabawę w trybie online. Nieustanna wymiana pakietów na linii klient - serwer okazała się potem skuteczną bronią w walce z piratami, ale w sytuacji, gdy infrastruktura sieciowa nie wytrzymywała oblężenia graczy, o komfortowej rozrywce nie mogło być mowy. W maju okazało się, że Blizzard nie wyciągnął cennej lekcji z otwartych beta-testów. Znów pojawiły się nagminne problemy z połączeniem, skutkujące pojawianiem się planszy ze słynnym błędem 37, który mówił, że "w tej chwili serwery są zajęte. Spróbuj ponownie później".


Błąd 37 szybko stał się internetowym memem, ale też problemem dla samego Blizzarda. Trwająca wiele dni reanimacja serwerów sprawiła, że w niektórych krajach grą zainteresowały się organizacje walczące o prawa konsumentów. W kilku przypadkach udawało się zmusić producenta do zwrotu pieniędzy za niedopełnienie warunków umowy. Tak było m.in. w Korei Południowej, gdzie po interwencji agencji rządowej Blizzard zaczął rekompensować zakup Diablo III pod koniec czerwca 2012 roku.

Ile kosztowała gra Shadow of the Tomb Raider?

Wrzucił Ciekawostek - poniedziałek, 14 maja 2018

Lara Croft to jedna z najpopularniejszych bohaterek w historii elektronicznej rozrywki, która na przestrzeni dwóch dekad dorobiła się masy gier. Kiedy w 2013 roku doczekaliśmy się restartu Tomb Raidera, wiele osób zwróciło uwagę na oczywiste inspiracje serią Uncharted, ale odbiór produkcji oraz jej sequela - Rise of the Tomb Raider - był jak najbardziej pozytywny. Szef zespołu Eidos Montreal, pracującego właśnie nad swoistym zakończeniem nowej trylogii, przedstawił koszt stworzenia gry Shadow of the Tomb Raider i wyszło na jaw, że to naprawdę potężna suma. Wysokość kwoty jest ciekawa w kontekście dyskusji o nieopłacalności produkcji gier stawiających na tryb single player, szczególnie w okresie, kiedy to gry pokroju Fornite'a okazują się być najbardziej rentowne.


Christopher Dring z biznesowego serwisu Games Industry przeprowadził niezwykle interesujący wywiad z Davidem Anfossim - szefem zespołu odpowiedzialnego za stworzenie Shadow of the Tomb Raider. Anfossi podkreślił w trakcie rozmowy, że najnowsze przygody Lary mieszczą się w budżecie 75-100 milionów dolarów, przy czym dotyczy to samej produkcji! Do tej kwoty należy jeszcze doliczyć 35 milionów przeznaczonych na działania reklamowe. Proporcje budżetu niech nie będą dla Was zaskoczeniem, szczególnie jeśli spojrzymy na kasę, z jakiej musiała wyskoczyć Bethesda, by zareklamować swoją grę w trakcie meczu Superbowl w zeszłym roku.

Anfossi przyznał przy okazji, że studio testuje różne formy zabawy sieciowej, które mogłyby mieć zastosowanie w przyszłych produkcjach Eidosu. W trakcie rozmowy padły takie słowa:

"Musimy próbować nowości, doświadczać różnych rzeczy i uczyć się. Chcemy zbudować potężną sieciową technologię. Przeprowadzamy testy, uczymy się i próbujemy znaleźć zastosowanie dla niej w naszych grach, ale musimy być bardzo ostrożni w stosunku do naszych fanów. Online niekoniecznie musi znaczyć multiplayer. Może, jasne, ale może być też czymś innym. Może to być doświadczenie dla jednego gracza, ale w sieci".

Pracownicy firmy Eidos Montreal wziął na swoje barki wiele, ponieważ studio pracuje równocześnie nad trzema projektami: wspomnianym Shadow of the Tomb Raider (tym razem są głównymi deweloperami, a nie pomocnikami dla Crystal Dynamics), grą w uniwersum Marvela, do której Anfossi odniósł się jako The Avengers, oraz nad trzecim, niezapowiedzianym jeszcze tytułem. Do tego zwiększono zatrudnienie do pięciuset osób oraz powołano do życia nowe zespoły, które pracują m.in. nad technologią sztucznej inteligencji, biorącą pod uwagę zachowanie gracza w trakcie rozgrywki.

Ktoś zbadał, jak szybko biega Kratos w najnowszej grze z serii God of War

Wrzucił Ciekawostek - niedziela, 13 maja 2018

Jeden z fanów serii God of War postanowił sprawdzić, z jaką prędkością biegnie Kratos w najnowszej odsłonie tego cyklu. Po przeprowadzeniu prostego obliczenia matematycznego okazało się, że główny bohater porusza się ze stałą prędkością 21 km/h, o ile skorzysta z opcji sprintu. To bardzo dobry wynik jak na takiego dryblasa, zwłaszcza, że bogobójca jest w stanie pokonać dowolną odległość w grze bez śladów zmęczenia.


Wspomnianą ciekawostkę zawdzięczamy użytkownikowi Reddita, który posługuje się ksywą Phedericus. Wykorzystując znaczniki wyświetlane na kompasie, zbadał on, w jakim czasie Kratos pokonuje sprintem odległość stu metrów, a otrzymany w ten sposób rezultat przełożył na kilometry. Biorąc pod uwagę fakt, że spartiata nie musi po dużym wysiłku odpoczywać, możemy śmiało założyć, że grecki bóg wojny byłby w stanie przebiec z Krakowa do Katowic (77 kilometrów) w mniej niż cztery godziny.

Miano najszybszego człowieka na Ziemi nosi jamajski sprinter, Usain Bolt, który podczas berlińskich zawodów w 2009 roku przebiegł dystans stu metrów w 9,58 s., pobijając przy okazji rekord świata. Dzięki precyzyjnej aparaturze zbadano, że w najszybszym momencie lekkoatleta biegł z prędkością 44.72 km/h.



Facebook YouTube Instagram Google Plus Twitter Email









Znajdź ciekawostkę po tytule gry