• ZGADNIJCIE, CO ATREUS ZNALAZŁ NA POCZĄTKU GOD OF WAR

    Twórcy gry God of War umieścili na początku God of War, który może nam powiedzieć co nieco na temat tożsamości chłopca, zanim zrobi to sama gra.

  • NIE PRZEGAP UKRYTEGO ZAKOŃCZENIA W GOD OF WAR

    Twórcy gry God of War przygotowali miażdżącą scenę zwiastującą sequel, którą da się odpalić po ukończeniu właściwej kampanii i powrocie do domu Kratosa.

  • Z KINGDOM COME WYCIĘTO BARDZO FAJNE QUESTY

    Co najmniej 18 zadań wycięli twórcy gry Kingdom Come: Deliverance przed premierą - część z nich prezentowała się naprawdę znakomicie.

  • O SETTINGI Z DLC DO FAR CRY 5 UBISOFT PYTAŁ 4 LATA TEMU

    Ankiety jakie Ubisoft wysyła do graczy najwyraźniej się przydają, bo na bazie wyników jednej z nich francuski koncern przygotował dodatki DLC do Far Cry 5.

  • KINGDOM COME POZWALA CZYTAĆ W KIBELKU

    I jest to prawdopodobnie pierwsza gra w historii, która to umożliwia. Na dodatek, ma to sens z punktu widzenia rozgrywki.

  • POLSKA WERSJA NOCY KRUKA POWSTAWAŁA PÓŁTORA ROKU

    W 2004 roku CD Projekt mocno wystawił cierpliwość fanów na próbę, zaliczając kolejne wtopy z przetłumaczeniem mocno wyczekiwanego dodatku do gry Gothic 2.

Nowa ekranizacja Dooma jest już kręcona, głównym bohaterem będzie kobieta

Wrzucił Ciekawostek - czwartek, 24 maja 2018

Choć ekranizacje gier wciąż są dalekie od ideału, amerykańskie wytwórnie filmowe nie szczędzą wysiłków w kolejnych próbach ugryzienia tego tematu. Zaledwie kilka tygodni temu świat obiegła informacja, że firma Universal Pictures planuje wziąć się za Dooma, który w 2005 roku doczekał się już średnio udanej adaptacji, reżyserowanej zresztą przez naszego rodaka, Andrzeja Bartkowiaka. Dziś możemy potwierdzić, że te rewelacje są prawdziwe, bo ekipa odpowiedzialna za powstanie filmu jest już na planie zdjęciowym! Mało tego, dowiedzieliśmy się również, że głównym bohaterem tego obrazu nie będzie typowy mięśniak, ale całkiem urodziwa niewiasta.


Wieści o Doomie zawdzięczamy młodziutkiej (32 lata) aktorce ze Szkocji, która za pośrednictwem Twittera zaprezentowała zdjęcie z planu. Amy Mason, bo o niej mowa, w opisie posta jasno dała też do zrozumienia, że przejmuje rolę klasycznego Doomguya (głównego bohatera gier z serii Doom) i to ona będzie grać pierwsze skrzypce w nowej opowieści. Dorzucając odnośnik @tonygig potwierdziła również, że reżyserem ekranizacji jest Tony Giglio, który ma na swoim koncie już kilka niskobudżetowych produkcji, a także staż u boku Paula W.S. Andersona podczas prac nad filmem Resident Evil: Afterlife. W Doomie Giglio zadba też o scenariusz.


Zdjęcie wrzucone przez Mason faktycznie pochodzi z planu zdjęciowego Dooma, bo na ścianie widoczny jest logotyp korporacji UAC, która w tym uniwersum odpowiedzialna jest za otwarcie wrót do piekła. Tuż pod symbolem znajduje się z kolei napis "Phobos Compound", który sugeruje, że akcja filmu będzie rozgrywać się na księżycu Marsa, Fobosie. Warto nadmienić, że to właśnie tam zaczynaliśmy zmagania w pierwszej grze z serii Doom. Na koniec dodajmy, że data premiery filmu nie jest jeszcze znana, ale raczej nie należy spodziewać się go wcześniej, niż w 2019 roku.

Dokładnie 12 lat temu firma Valve zapowiedziała grę Half-Life 2: Episode Three

Wrzucił Ciekawostek - czwartek, 24 maja 2018

24 maja 2006 roku wydawało się, że serię Half-Life czeka świetlana przyszłość. Firma Valve oświadczyła tego dnia, że zakończono prace nad pierwszym dodatkiem do ciepło przyjętej przez fanów "dwójki", a także ujawniła, kiedy możemy spodziewać się premiery kolejnych epizodów - drugiego i trzeciego. Plany amerykańskiego studia były niezwykle ambitne. Half-Life 2: Episode Two miał trafić do sprzedaży zaledwie kilka miesięcy później, natomiast wieńczący trylogię odcinek pod koniec 2007 roku. Tych obietnic nie udało się dotrzymać. Epizod drugi zadebiutował na Steamie ze sporą obsuwą, natomiast ten trzeci - najbardziej pożądany - nigdy nie został zrealizowany. Oczekiwanie na niego trwa już dwanaście lat.


Opóźnienie premiery gry Half-Life 2: Episode Two łatwo deweloperom wybaczyć, gdyż oprócz nowego odcinka przygód Gordona Freemana, w zestawie The Orange Box otrzymaliśmy również strzelaninę Team Fortress 2 i nowatorską produkcję o nazwie Portal. Epizod trzeci to jednak inna bajka. W kolejnych latach Amerykanie udzielali lakonicznych informacji na temat zakończenia trylogii, a w końcu przestali o niej mówić w ogóle, odsyłając z kwitkiem wszystkich pytających o dodatek dziennikarzy. Do dziś ukazały się raptem trzy obrazki koncepcyjne z Episode Three, nie licząc ilustracji, które jeden z artystów firmy Valve - Andrea Wicklund - wrzucił w marcu 2008 roku do swojego portfolio na łamach serwisu Picasa, prawdopodobnie bez zgody swoich pracodawców. Jak nietrudno się domyślić, szybko zostały one usunięte.

Pierwszy obrazek koncepcyjny z gry Half-Life 2: Episode Three, opublikowany w 2007 roku.

Drugi obrazek koncepcyjny z gry Half-Life 2: Episode Three, opublikowany w 2008 roku.

Umorzenie prac nad kolejnym rozszerzeniem nie zostało dobrze przyjęte przez fanów, głównie dlatego, że autorzy zakończyli epizod drugi wstrząsającą sceną śmierci jednego z głównych bohaterów sagi. Dodatek sugerował również, że w kolejnym odcinku Gordon Freeman i Alyx Vance zwiedzą arktyczne tereny, gdzie znajdował się lodołamacz Borealis. Nie jest żadną tajemnicą, że statek ten należał do Aperture Science - fikcyjnej firmy zaprezentowanej po raz pierwszy w grze Portal. Wydawało się oczywiste, że Episode Three na dobre zwiąże obie produkcje i da ostateczne potwierdzenie, że akcja Half-Life'a i Portala rozgrywa się w tym samym uniwersum. Do niczego takiego jednak nie doszło.

Trzeci obrazek koncepcyjny z gry Half-Life 2: Episode Three, opublikowany w 2008 roku. Warto zwrócić uwagę na napis "Borealis", widoczny na kadłubie lodołamacza.

Dziś, dwanaście lat po zapowiedzi gry Half-Life 2: Episode Three, fani wciąż łudzą się, że opowieść doczeka się w końcu kontynuacji, jeśli nie w formie zaginionego epizodu, to w postaci pełnoprawnej, trzeciej odsłony serii. Mimo irytującego milczenia firmy Valve w tym temacie, szanse na to są całkiem duże. 3 marca 2015 roku deweloperzy oficjalnie potwierdzili istnienie drugiej generacji silnika Source, który prawdopodobnie będzie napędzał wszystkie przyszłe projekty tego studia. Miłośnicy serii nie wyobrażają sobie, żeby Half-Life 3 nie miał być jednym z nich.

Dodatki DLC do gry Kingdom Come dają nadzieję, że twórcy przywrócą usunięte questy z podstawki, a tych jest całkiem sporo

Wrzucił Ciekawostek - czwartek, 24 maja 2018

Studio Warhorse ujawniło wczoraj plany dotyczącego dalszego rozwoju gry Kingdom Come: Deliverance i trzeba uczciwie przyznać, że prezentują się one bardzo zachęcająco. Fani czeskiej produkcji otrzymają w przeciągu roku aż cztery fabularne dodatki DLC (From the Ashes, The Amorous Adventures of Bold Sir Hans Capon, Band of Bastards i A Woman's Lot), które w sumie powinny zaoferować około czterdziestu godzin zabawy. Jakby tego było mało, nasi południowi sąsiedzi zamierzają wyposażyć KCD w tryb hardcore'owy oraz turniej, i co niezmiernie istotne - oba te rozszerzenia będą dostępne całkowicie za darmo. Pecetowcy mogą natomiast spodziewać się oficjalnego wsparcia dla modów.


O dodatkach do Kingdom Come piszemy nie bez przyczyny. Wszystko wskazuje na to, że Czesi zamierzają wypełnić wirtualny świat zawartością, na której przygotowanie nie starczyło im po prostu czasu. Idealnym przykładem jest tu wspomniany wyżej turniej, obiecywany jeszcze długo przed faktyczną premierą gry. W marcu zaprezentowaliśmy Wam obszerną listę questów usuniętych z erpega i jednym z nich były właśnie szermiercze potyczki w Ratajach. Arena znajdująca się nieopodal tego miasta idealnie nadawałaby się do tego celu, ale z braku laku deweloperzy wykorzystali ją wyłącznie do walk treningowych z kapitanem ratajskiej straży, Bernardem. Biorąc pod uwagę, że Tournament! ma być dodatkiem darmowym, jesteśmy niemal pewni, że twórcy odkurzą po prostu pomysł, po którym ślady zostały w plikach podstawowej gry.

Podobnie kwestia wygląda w przypadku drugiego z fabularnych dodatków: The Amorous Adventures of Bold Sir Hans Capon. Jedno z wyciętych z podstawki zadań ("Słodkie słówka") dotyczyło awansów, jakie bohater tego rozszerzenia - Jan Ptaszek - czynił wobec pięknej Karoliny. W pierwotnej wersji Henryk miał pomóc swojemu koledze i wykonać za niego brudną robotę, czyli zamówić u krawca piękną suknię i zdobyć książkę zawierającą miłosne wiersze. Nie jest wykluczone, że dysponujący teraz sporą ilością wolnego czasu deweloperzy znacznie rozbudują porzucony pomysł.


Z kolei pierwszy dodatek (From the Ashes) mógłby się skupić na odbudowie rodzinnej wsi Henryka, Skalicy, która w widowiskowy sposób poszła z dymem w prologu podstawki. Ten teren był bardzo słabo zagospodarowany w Kingdom Come: Deliverance, więc wypełnienie go nową zawartością wydaje się całkowicie naturalne. W plikach gry nie ma żadnych śladów po wyciętych questach na tym obszarze, chyba, że uwzględnimy leżącą nieopodal Samopszę. Tam dla odmiany usuniętych zadań nie brakuje, ale powiązalibyśmy je raczej z trzecim DLC (Band of Bastards), niż z tym pierwszym. Co ciekawe, w oficjalnym artbooku znajduje się też informacja o planach przywrócenia do życia Przybysławic, ale ten temat został już chyba definitywnie zamknięty dawno temu. Warto pamiętać, że Skalica nie została potwierdzona przez deweloperów - to wyłącznie nasze domysły. W rzeczywistości miasto odbudowano (dziś nazywa się ono Stříbrná Skalice, czyli Srebrna Skalica), ale po stojącym tam zamku nie ma już śladu. Pisaliśmy o tym zresztą wczoraj.

To tyle w kwestii naszych przypuszczeń. Czy się potwierdzą? O tym przekonamy się już za kilka miesięcy. Dodatek From the Ashes zostanie publicznie zaprezentowany na czerwcowych targach E3 w Los Angeles, więc pierwsze informacje pojawią się naprawdę szybko.

Zwiastun gry Battlefield V to najgorzej oceniany debiutancki trailer w historii tej serii

Wrzucił Ciekawostek - czwartek, 24 maja 2018

Wydawało się, że tego nie da się zepsuć. Oficjalny zwiastun gry Battlefield V, który zapowiadano od dobrych kilkunastu dni, pojawił się wczoraj przed północą w sieci, kończąc liczne spekulacje dotyczące tego, gdzie tym razem zabierze nas jedna z najpopularniejszych serii strzelanin. Potwierdziło się nie tylko to, że akcja shootera zostanie osadzona w realiach II wojny światowej, ale również to, że nawet Electronic Arts nie odważy się wejść w kurs kolizyjny z Red Dead Redemption 2 i wyda swój produkt przed premierą tego sandboksa. Dla amerykańskiego giganta mógłby to być naprawdę udany wieczór, gdyby nie jeden drobny szczegół - wspomniany trailer podzielił fanów tak, jak nigdy wcześniej.


Teoretycznie Battlefield V było skazane na sukces i spodziewaliśmy się, że powtórzy się sytuacja z maja 2016 roku, kiedy zapowiedź "jedynki" rozłożyła na łopatki Call of Duty: Infinite Warfare. Zwiastun tej ostatniej strzelaniny tak rozsierdził graczy, że dziś jest to jeden z najgorzej ocenianych filmów w historii YouTube'a. Fani FPS-ów byli znudzeni perspektywą kolejnej produkcji z gatunku science fiction i Battlefield 1 z łatwością zostawił konkurenta w pokonanym polu. W tym roku miało być podobnie, bo nowy CoD znów ogłosił wycieczkę w przyszłość, a jakby tego wszystkiego było mało, jego twórcy całkowicie zrezygnowali z ważnej dla tej serii kampanii single player. Stało się jednak inaczej.

Battlefield V zebrało niespotykane, jak na tę serię, cięgi. W chwili, gdy piszemy te słowa, zwiastujący "piątkę" film na oficjalnym kanale gry ma aż 94 tysiące łapek w dół. Liczba pozytywnych reakcji jest, co prawda, większa (139 tysięcy), ale tak zaburzonych proporcji video zapowiadające grę z tej serii nie miało nigdy. Stosunek ocen negatywnych dla trailera Battlefielda V jest nawet odrobinę większy (40%), niż ma to miejsce w przypadku Call of Duty: Black Ops IIII, gdzie wynosi on 36%.


Skąd ta krytyka? Obserwując wypowiedzi fanów na Reddicie można odnieść wrażenie, że głównym problemem jest niezbyt trafiona forma, w jakiej zaprezentowano grę. Studio DICE postawiło na kolorowy i wybuchowy teledysk, który kłóci się z ogólnym wyobrażeniem o największym konflikcie w dziejach świata. Na pierwszym planie pojawiły się pstrokate stroje żołnierzy, nie pozwalające odróżnić wrogów od sojuszników i charakterystyczna dla dzisiejszych czasów chęć luźnego podejścia do realiów historycznych. Gwoździem do trumny okazała się kobieta z protezą zamiast ręki, która już teraz jest źródłem licznych memów.

W Czechach stoi 747 zamków - twórca gry Kingdom Come szukał informacji o każdym z nich

Wrzucił Ciekawostek - środa, 23 maja 2018

Autorzy internetowej strony Castles.cz utrzymują, że na terenie Republiki Czeskiej znajduje się obecnie 747 zamków. Stan tych budynków jest bardzo różny - niektóre z nich przetrwały całe wieki w doskonałej kondycji, po innych z kolei zostały jedynie ruiny. W drobiazgowym katalogu zabytków na czeskiej witrynie próżno jednak szukać tych twierdz, po których na ma już jakiegokolwiek śladu. Taki los spotkał m.in. zamek w Skalicy, który w 1403 roku został wraz z przylegającymi do niego włościami zaatakowany przez siły Kumanów, a po nocnej ucieczce Radzika Kobyly z oblężonej fortecy, ostatecznie zrównano ją z ziemią i nigdy nie odbudowano. Wydarzenia te mieliśmy okazję zresztą podziwiać w prologu gry Kingdom Come: Deliverance, wydanej na początku 2018 roku.


O czeskiej stronie internetowej wspominamy nieprzypadkowo, bo to właśnie do niej odniósł się Daniel Vávra podczas prelekcji na imprezie Digital Dragons 2018. Współzałożyciel studia Warhorse przez blisko godzinę opowiadał w Krakowie o kulisach powstania gry Kingdom Come: Deliverance i wyznał, że wspomniana witryna pomogła mu znaleźć odpowiednie miejsce do osadzenia akcji tej produkcji. W jaki sposób? Vávra odpalił interaktywną mapę dostępną na stronie, a następnie sprawdził wszystkie umieszczone na niej zamki, jeden po drugim. Kiedy natrafił na informację, że nieopodal Rataj miało miejsce starcie pomiędzy siłami Zygmunta Luksemburskiego i zwolennikami panującego króla Wacława IV, deweloper doszedł do wniosku, że będzie to idealne miejsce na tło do opowieści o skromnym synu kowala. Czeski producent pokazał nawet na ekranie tę notkę - było to zaledwie kilka zdań...

W grze Ancestors Legacy warto zwrócić uwagę na detale związane z krwią

Wrzucił Ciekawostek - wtorek, 22 maja 2018

Już za kilkadziesiąt minut studio Destructive Creations udostępni za pośrednictwem platformy Steam swoje najnowsze dzieło, czyli grę Ancestors Legacy. Tym razem deweloperzy z Gliwic powstrzymali się od przedpremierowych kontrowersji, więc RTS skrojony pod fanów serii Company of Heroes ma przyciągnąć do siebie solidną mechaniką rozgrywki, a nie prowokacyjną tematyką. Nie oznacza to jednak, że firma dowodzona przez Jarosława Zielińskiego nagle zrobiła się grzeczna. Jakichkolwiek złudzeń pozbawił nas jej szef, wrzucając do e-maila następujący manifest: "Mamy PEGI 18 i jesteśmy z tego dumni. Destructive Creations to twórcy Hatred, więc nasze gry zawsze będą pełne przemocy".

Mieszko I we krwi.

Przemoc w Ancestors Legacy to ciekawy temat, bo choć gra jest klasycznym RTS-em, deweloperzy mocno przyłożyli się do animacji walki i pozwalają oglądać je w dużym zbliżeniu. Istotną rolę pełni też w niej krew. Wojownicy w trakcie potyczek plamią ubranie posoką i to nie tylko wskutek odniesionych ran, ale również wtedy, gdy dana postać zabija bądź rani przeciwnika. Jakby tego było mało, krew zmywa się powoli z pancerza, kiedy armia wchodzi do wody, gdy spadnie deszcz lub w trakcie procesu ulepszania zbroi. Destructive Creaions chwali się również, że zwłoki nie znikają z placu boju. Jeśli gracz ma takie życzenie, może przesunąć odpowiedni wskaźnik w opcjach maksymalnie w prawo i wtedy każdy zadźgany rywal pozostanie w miejscu zgonu do końca misji.

PS4 bez problemu emuluje gry z PSP - Sony mogłoby opracować emulator, zamiast sprzedawać raz jeszcze "remasterowane" gry

Wrzucił Ciekawostek - sobota, 19 maja 2018

Choć firma Sony nie zapewniła posiadaczom konsoli PlayStation 4 wstecznej kompatybilności (w przeciwieństwie do konkurującego z nią Microsoftu), na tym urządzeniu wciąż można pograć w masę klasyków z PS2. Dodatkowo, co jakiś czas pojawiają się remastery kultowych gier sprzed lat, jak choćby Crash Bandicoot, który w zeszłym roku otrzymał odpicowaną pełną trylogię, a także PaRappa the Rapper. Co ciekawe, w przypadku tego drugiego tytułu Sony nie stworzyło wszystkiego od podstaw - PaRappa odpalany jest na emulatorze PSP, a jakby tego było mało, odkrycia dokonali hakerzy.


PaRappa the Rapper Remastered to odświeżona wersja gry muzycznej z 1996 roku, która 10 lat po premierze oryginału otrzymała swoją edycję na PlayStation Portable. To właśnie z niej postanowiło skorzystać Sony przygotowując wersję na PS4. Produkt odpalany jest za pośrednictwem emulatora, który korzysta wprawdzie z kodu źródłowego gry, ale przy okazji pozwala na podmianę źródłowych tekstur na te w wyższej rozdzielczości. Hakerzy z "uwolnionym" (ang. jailbroken) PS4 postanowili wykorzystać sytuację i spróbować w podobny sposób uruchomić inne gry z PSP, co częściowo się udało - mowa choćby o Loco Roco czy Pataponie.

Jednakże nie wszystkie produkcje w wersji na PSP da się odpalić w ten sposób, co przypisywane jest przez niektórych hakerów maksymalnej wielkości plików, jakie program może obsłużyć. Jak to w takich przypadkach bywa, niektórzy dobrali się już do danych konfiguracyjnych emulatora i - we współpracy z innymi twórcami domowych softów emulujących PSP - pracują nad projektem roboczo nazwanym PSPHD, mającym na celu stworzenie w pełni funkcjonalnego oprogramowania do emulowania gier z leciwego już handhelda. Nie jest to jednak pierwsza taka sytuacja - Sony zastosowało podobne rozwiązanie w przypadku wspomnianych już gier z PS2, gdzie produkcje również odpalane były przez specjalny emulator... a hakerzy przygotowali oczywiście swoją funkcjonalną wersję, by dobrać się do reszty tytułów na swoich złamanych konsolach. Naszym zdaniem nic nie stoi na przeszkodzie, żeby umożliwić graczom emulowanie gier z oryginalnych płyt, ale na takie rozwiązanie Sony raczej nie pozwoli.

Zgadnijcie, co znalazł Atreus na początku gry God of War

Wrzucił Ciekawostek - czwartek, 17 maja 2018

Cory Barlog z Santa Monica Studio dawał kilkukrotnie do zrozumienia, że na początku nowej gry z serii God of War znajduje się coś, co może skutecznie zepsuć niespodziankę dotyczącą Atreusa, która ujawniana jest dopiero w wieńczącym zmagania epilogu. Informacja ta podziałała na fanów jak płachta na byka, więc nie powinniśmy się dziwić, że wielu graczy rozpoczęło gorączkowe poszukiwania tajemniczej wiadomości, która już na starcie może zmienić nasze spojrzenie na chłopca. Do tej pory nikomu nie udało się jej znaleźć, więc z pomocą ruszył sam Barlog. W pierwszym odcinku dziennika deweloperskiego, który pojawił się w miniony poniedziałek na oficjalnym profilu PlayStation w serwisie YouTube, Amerykanin podsunął znaczącą - naszym zdaniem - podpowiedź. Zanim jednak napiszemy o co chodzi, uprzedzamy Was przed spojlerami w kolejnych akapitach. Spojlerami najcięższego kalibru.

Ta niepozorna roślina to jemioła.

Barlog w filmie komentował prolog, czyli pierwsze fragmenty kampanii. Kratos ścina w niej drzewo, które później posłuży do zbudowania stosu pogrzebowego dla jego zmarłej partnerki, Faye. Kiedy pień pada na ziemię, a bogobójca poprawia rzemienie okrywające rany na jego rękach, tuż za nim pojawia się Atreus. Chłopiec rzuca jedno słowo "znalazłem" i szybko orientujemy się, że trzyma w rękach małą roślinę. Potem następuje scena rodem z filmu Komando z Arnoldem Schwarzeneggerem i para kieruje się do domu.

Kiedy Kratos przygotowuje stos pogrzebowy, Atreus wchodzi do chaty. Tam na ceremonię czeka ciało jego zmarłej matki. Chłopiec przemawia przez krótką chwilę nad jej zwłokami, a następnie rzuca na całun listki rośliny, którą wcześniej odnalazł w lesie. Tutaj kryje się też wspomniana niespodzianka, bo tym zielskiem jest… jemioła, o czym informuje nas Cory Barlog w dzienniku deweloperskim.

Motyw jemioły jest bardzo istotny w wierzeniach skandynawskich, bo właśnie z pomocą tej rośliny Lokiemu udało się pozbyć Baldura, a co za tym idzie, rozpocząć Ragnarok, czyli zmierzch bogów. W mitologii nordyckiej Baldur został nieświadomie zabity przez swojego ślepego brata, Hodura, który cisnął strzałą (grotem) z jemioły w ciało swojego krewniaka. Hodur wspomnianą strzałę otrzymał bezpośredniego od Lokiego, bo ten dowiedział się, że zaklęcie chroniące Baldura nie zapewnia odporności przed tą rośliną.

Atreus posypujący jemiołą zwłoki matki.

W finale gry God of War Kratosa czeka nieunikniony pojedynek z niewrażliwym na ciosy Baldurem, ale kiedy Spartiata dostaje od niego srogi łomot, pomiędzy dwoma bogami odważnie staje Atreus. Uderzając chłopca, Baldur przypadkowo przebija dłoń grotem strzały z jemioły, którym nieco wcześniej Kratos spiął kołczan swojego syna. Nordycki bóg traci swoją magiczną ochronę i od tego momentu może zostać pokonany. Dopiero później - na samym końcu przygody - dowiadujemy się, że Atreus ma alternatywne imię wybrane przez matkę - brzmi ono Loki. Wszystkie wydarzenia zaczynają się wtedy układać w sensowną całość. Atreus (Loki) osłabił Baldura przy pomocy jemioły, ale ostateczny cios zadał ktoś zupełnie inny. W mitologii nordyckiej był to Hodur, w grze God of War... Kratos.

Gra nie podsuwa nam żadnych informacji, że znalezioną na początku gry rośliną jest jemioła, żaden z fanów gry nie był też w stanie jej rozpoznać. Rewelacja Barloga ma więc wielką moc, bo wskazuje, że Atreus miał już do czynienia z tą rośliną na początku wielkiej podróży do Jotunheimu. Oczywiście chłopiec nie ma zielonego pojęcia o znaczeniu tej gałązki, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że Atreus faktycznie jest Lokim, cała scena nabiera ogromnego znaczenia w kontekście całości. Inna sprawa, że bez pomocy Barloga trudno było powiązać jemiołę z synem Kratosa, a co za tym idzie, zaspojlować sobie informację o tożsamości młodego już na starcie.

Główny bohater gry Days Gone zadzwięcza swoje imię zwierzakowi, a nazwisko... ulicy

Wrzucił Ciekawostek - środa, 16 maja 2018

Deacon nie jest popularnym imieniem w Stanach Zjednoczonych. W 2017 roku otrzymało je 575 chłopców, co stanowi zaledwie 0,02% wszystkich mężczyzn urodzonych na terenie USA w tym okresie. Nie jest wykluczone, że statystyka ta poprawi się w kolejnych latach, bo właśnie w taki sposób postanowili nazwać głównego bohatera gry Days Gone jej deweloperzy. Pomyli się jednak ten, kto sądzi, że autorzy tej produkcji długo zastanawiali się nad tym wyborem, a w poszukiwaniu niezbyt oklepanego imienia wertowali oficjalne raporty rządowe. Kilka dni temu okazało się, że wirtualny Deacon odziedziczył imię po prawdziwym zwierzaku, który niegdyś należał do głównego projektanta gry, Johna Garvina.


Garvin zdradził tę informację redaktorowi serwisu Game Informer, który odwiedził studio Bend, żeby przygotować obszerną porcję materiałów na jej temat. Nie wiemy czy zwierzak jeszcze żyje i jakiego gatunek reprezentował, ale fakt, że doczekał się uwiecznienia w grze świadczy o tym, że był dla wspomnianego dewelopera bardzo ważny. Jakby tego wszystkiego było mało, główny projektant Days Gone wyjawił też, że nietypowe nazwisko bohatera (St. John, czyli święty Jan), to de facto nazwa ulicy, przy której ów producent niegdyś mieszkał.



Facebook YouTube Instagram Google Plus Twitter Email









Znajdź ciekawostkę po tytule gry