• FILM WARCRAFT POBIŁ SZEŚCIOLETNI REKORD!

    Po sześciu latach panowania w rankingu najbardziej dochodowych ekranizacji gier, film Prince of Persia musiał uznać wyższość konkurenta. Nowym liderem został WarCraft.

  • TRZYKROTNIE WIĘKSZA MAPA W GRZE WATCH DOGS 2

    Deweloperzy gry Watch Dogs 2 ujawnili, że teren zaprezentowany w ich nowej produkcji jest prawie trzykrotnie większy od obszaru zwiedzanego w pierwszej odsłonie serii.

  • GÓRA Z GRY O TRON WYSTĘPUJE W KRWI I WINIE

    Twórcy gry Wiedźmin 3 muszą najwyraźniej lubić serial Gra o tron, bo postanowili wprowadzić do dodatku Krew i wino postać jednoznacznie kojarzącą się z tym widowiskiem.

  • UNCHARTED 4 ZWIASTUJE NADEJŚCIE GRY THE LAST OF US 2?

    W czwartej odsłonie serii Uncharted pojawił się interesujący easter egg, który możemy potraktować jako wstępną zapowiedź nadejścia nowej odsłony cyklu The Last of Us.

  • PORTAL ZAGOŚCIŁ W NOWYM DODATKU DO WIEDŹMINA 3

    Mimo niechęci Geralta do wszelkiej maści magicznych portali, twórcy nowego dodatku do gry Wiedźmin 3 przygotowali easter egga z Portalem związany.

  • IORWETH MIAŁ ODEGRAĆ DUŻĄ ROLĘ W WIEDŹMINIE 3

    Jeden z twórców gry Wiedźmin 3: Dziki Gon przyznał sie na oficjalnym forum firmy CD Projekt Red, że Iorweth odegrałby dużą rolę w Wiedźminie 3. Niestety, postać wycięto.

Studio Blizzard North było zaskoczone, że fani narzekają na grafikę gry Diablo II

Wrzucił Ciekawostek - środa, 29 czerwca 2016

O grze Diablo II można powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że prezentowała się oszałamiająco pod kątem oprawy wizualnej. Nie dość, że długo oczekiwane dzieło studia Blizzard North oferowało dwuwymiarową grafikę w rzucie izometrycznym, to na dodatek w dość niskiej, jak na ówczesne standardy, rozdzielczości. Fani przypuszczali, że deweloperzy celowo zrezygnowali z wodotrysków, by ich produkt mogło odpalić jak najwięcej pecetów i z pewnością było w tych podejrzeniach sporo prawdy. Kluczowym aspektem okazała się jednak wydajność gry, co próbował wytłumaczyć Erich Schaefer kilka miesięcy po premierze rąbanki.


Współzałożyciel studia Condor (późniejszego Blizzard North) wyznał w październiku 2000 roku, że znane z "jedynki" 2D nie było pierwszym wyborem deweloperów. Zespół już trzy lata wcześniej eksperymentował z trójwymiarowym silnikiem, a nawet brał pod uwagę możliwość wykorzystania voxeli. Po wielu nieudanych próbach powrócono jednak do punktu wyjścia, czyli dwuwymiarowej grafiki w rozdzielczości 640x480 pikseli i ośmiobitowej palety barw. Schaefer dał do zrozumienia, że tylko takie rozwiązanie pozwalało im upchnąć na jednym ekranie ośmiu bohaterów (tyle osób mogło walczyć z piekielnymi istotami w trybie multiplayer), trzydzieści potworów i maksymalnie sto pocisków. Można się jedynie domyślać, że podniesienie rozdziałki wiązałoby się z koniecznością zwiększenia rekomendowanych wymagań sprzętowych, a tego Blizzard chciał zapewne uniknąć.

Schaefer wyznał również, że powszechna krytyka oprawy wizualnej Diablo II była całego zespołu dużą niespodzianką, bo zarówno on, jak i jego koledzy uważali, że gra wygląda świetnie. Dodał jednak, że studio mogło wziąć pod uwagę możliwość wyświetlania tej samej grafiki w lepszej rozdzielczości na mocniejszych konfiguracjach. Błąd ten naprawiono dopiero w rozszerzeniu Lord of Destruction, które przyniosło dodatkowy tryb wyświetlania obrazu - 800x600.

Easter egg w grze Overwatch prowokuje pytanie o los jednej postaci z serii Diablo

Wrzucił Ciekawostek - wtorek, 28 czerwca 2016

Jeżeli nie mieliście do tej pory okazji zagrać w Diablo III, a interesują Was perypetie bohaterów tej piekielnej sagi, lojalnie Was ostrzegamy, że w niniejszym artykule zawarliśmy duży spoiler dotyczący losów jednej z występujących w niej postaci. Ci, którzy ostatnią przygodę w Sanktuarium mają już dawno za sobą, doskonale wiedzą, że w pierwszym akcie kampanii z życiem żegna się Deckard Cain. Gra nie pozostawia najmniejszych wątpliwości, że starzec ginie naprawdę. Nie dość, że na ekranie widzimy samą scenę śmierci, to w wieńczącym pobyt w Nowym Tristram przerywniku filmowym dochodzi też do pogrzebu mędrca. O sprawie można byłoby w tym momencie zapomnieć, ale na horyzoncie pojawiła się strzelanina Overwatch, a wraz z nią zaskakujący easter egg.


Po odpaleniu mapy Route 66 w Overwatch, możemy odwiedzić przydrożny bar, którego wnętrze gęsto oblepione jest rozmaitymi plakatami. Wśród nich znajduje się czek na sumę pięciu dolarów, który 15 maja 2012 roku (system zapisu daty w Stanach Zjednoczonych nieco różni się od naszego - Amerykanie zamieniają miejscami miesiące z dniami) wystawił nie kto inny, jak... Deckard Cain. Data pokrywa się oczywiście ze światowym terminem premiery gry Diablo III, nie to jest jednak najciekawsze. W prawym, dolnym rogu czeku możemy bowiem zobaczyć kod kreskowy, który po zeskanowaniu ujawnia słowa "Cain żyje".

Czek z dobrze oznaczonym kodem.

Co to oznacza? Odpowiedź na to pytanie spędza sen z powiek miłośników serii. Wiadomość może odnosić się zarówno do początku fabuły trzeciej odsłony serii Diablo, koncentrującej się na poszukiwaniach starca, jak i jego śmierci, która następuje niedługo później. Być może autorzy Overwatcha pozwolili tutaj sobie na mały żarcik lub po prostu chcieli dać do zrozumienia, że mimo fatalnego losu, Cain na zawsze będzie żyć w naszych sercach. Niektórzy fani upatrują tutaj jednak zapowiedź cudownego powrotu mędrca, jeśli nie w drugim dodatku do "trójki", to w pełnoprawnym sequelu. Choć taka wizja brzmi niezwykle kusząco, to trzeba uczciwie przyznać, że wydaje się to mało prawdopodobne.

W Saragossie powstaje osiedle, którego ulice zawdzięczają nazwy grom video

Wrzucił Ciekawostek - wtorek, 28 czerwca 2016

Czy chciałbyś mieszkać na ulicy Księcia Persji? Jeżeli odpowiedź na to pytanie brzmi "tak", powinieneś czym prędzej rozpocząć starania o przeprowadzkę do Saragossy. To właśnie w tym hiszpańskim mieście budowane jest jedyne w swoim rodzaju osiedle, którego uliczki będą zawdzięczać swoje nazwy popularnym grom video oraz ich bohaterom. Wśród wyróżnionych tytułów znalazły się m.in. takie klasyki, jak Super Mario Bros., Final Fantasy, The Legend of Zelda i Space Invaders, ale nie zabrakło też produkcji kojarzonych przede wszystkim z pecetami, jak The Sims czy Age of Empires.


Władze miasta podjęły decyzję o budowie nowego osiedla już w 2010 roku. Z racji tego, że mieszkania miały być tworzone z myślą o młodych mieszkańcach miasta, którzy dopiero wkroczą w dorosłe życie, to właśnie im włodarze Saragossy pozwolili wybrać nazwy ulic należących do planowanego kompleksu. Jak nietrudno się domyślić, w internetowym głosowaniu bezkonkurencyjne okazały się gry video.

Choć budowa wciąż trwa, to jednak część infrastruktury została oddana do użytku. Na powstające osiedle można już dojechać aleją Super Mario Bros. i skręcić w ulice Gran Turismo, La Leyenda de Zelda (ulica The Legend of Zelda), Tetris i Invasores del Espacio (Space Invaders). Na miejskich mapach wytyczono również pozostałe ulice, które powstaną w niedalekiej przyszłości: Arkanoid, Edad de los Imperios (Age of Empires), Fantasia Final (Final Fantasy), Del Principe de Persia (Prince of Persia), Los Sims (The Sims), Sonic el Erizo (Sonic the Hedgehog) i Samus Aran. Tę ostatnią drogę nazwano tak na część głównej bohaterki popularnej serii Metroid.

Plan osiedla. Przerywanymi liniami oznaczone są ulice, które dopiero powstają.

Logotyp gry GTA V zawdzięczamy ponad stuletniej pięciodolarówce

Wrzucił Ciekawostek - wtorek, 28 czerwca 2016

Jakiś czas temu wytłumaczyliśmy Wam, że specyficzny krój czcionki na okładkach gier z serii Grand Theft Auto zawdzięczamy teleturniejowi The Price is Right, dziś z kolei zajmiemy się nie mniej charakterystyczną "piątką", która zdobi logotyp GTA V. Nie wszyscy z Was zdają sobie pewnie sprawę z tego, że identyczny symbol pojawił się wcześniej na banknocie pięciodolarowym i to bardzo dawno temu, bo w 1899 roku. Deweloperzy ze studia Rockstar North pożyczyli sobie ten znak i wprowadzili do niego drobne zmiany. Nie ma jednak najmniejszych wątpliwości, co było źródłem tego pomysłu.


Wspomniany banknot jest uważany za jedną z najbardziej ikonicznych pięciodolarówek, przynajmniej przez amerykańskich notafilów - ludzi zajmujących się kolekcjonowaniem i badaniem papierowych środków płatnicznych. W zależności od ogólnej kondycji, cena kwitu na rynku waha się od kilkuset do kilku tysięcy dolarów! Przedmiot wyróżnia się nie tylko rzymską cyfrą, ale również wizerunkiem postaci prezentowanej na jego przedniej stronie. Zaszczyt ten przypadł Biegnącej Antylopie - wodzowi plemienia Hunkpapa, który po latach okazał się jedynym Indianinem sportretowanym na banknocie dolarowym. Niestety, główny zainteresowany umarł w 1896 lub 1897 roku i nie mógł doświadczyć tego wyróżnienia.



Twórcy gry Diablo III usunęli z niej pentagramy i katolickie krzyże - dlaczego?

Wrzucił Ciekawostek - niedziela, 26 czerwca 2016

Pracownicy studia Blizzard North chętnie wykorzystywali pentagram w dwóch pierwszych grach z serii Diablo i trudno im się dziwić. W dzisiejszych czasach wielu ludzi uważa pięcioramienną gwiazdę za znak satanistyczny, więc siłą rzecz pasował on doskonale do tytułowego Pana Terroru, który nie dość, że mieszkał nad dnie Piekła, to na dodatek nasłał na mieszkańców krainy Sanktuarium hordę demonów. Deweloperzy postanowili jednak zrewidować poglądy dotyczące tego symbolu w trzeciej odsłonie cyklu i świadomie usunęli go z wieńczącego trylogię hack and slasha. Pentagram w Diablo III można zobaczyć jedynie na chorągwi naszego śmiałka, o ile sami zdecydujemy się go tam umieścić. Dlaczego pokuszono się o takie zmiany?

Paladyni w Diablo III nie noszą już krzyża na piersi.

Twórcy gry uznali, że znane z rzeczywistości znaki nie powinny występować w serii Diablo, która przedstawia zbudowany od podstaw fantastyczny świat, oferujący własną historię i wierzenia. Z tego samego względu postanowiono wymazać z uniwersum wszystkie katolickie krzyże, które w "dwójce" powszechnie występowały na zbrojach paladynów z kościoła Zakarum. W zamian deweloperzy stworzyli zupełnie nowe oznaczenie dla rycerzy światła, które swoim wyglądem przypomina trójząb lub grecką literę "psi". Pentagramy zostały z kolei zastąpione abstrakcyjnymi runami, nierzadko tworzonymi na bazie wielokątów, ale nie odnoszącymi się już bezpośrednio do doskonale znanych symboli.

Pentagram w Piekle - Diablo

Choć ta drobna - wydawałoby się - zmiana wywołała swego czasu dyskusję wśród fanów serii, nie da się ukryć, że tłumaczenie Blizzarda prezentuje się bardzo rozsądnie. Gracze domagający się obecności satanistycznej symboliki i tak musieli zaakceptować nowy porządek rzeczy, gdyż amerykańska firma pozostała w kwestii pentagramów nieugięta.

Uncharted 4 zawiera świetne nawiązanie do gry niezależnej Papers, Please

Wrzucił Ciekawostek - niedziela, 26 czerwca 2016

Pracownicy studia Naughty Dog musieli być pod dużym wrażeniem gry Papers, Please, bo w swoim najnowszym dziele stworzyli bezpośrednie do niej nawiązanie. Wydana w 2013 roku niezależna produkcja pozwala wcielić się w rolę pracownika kontroli granicznej w fikcyjnym państewku Arstotzka i właśnie do niego odnosi się omawiany easter egg. Niespodziankę znajdziemy w jedenastym rozdziale ostatnich przygód Nathana Drake'a ("Najciemniej pod latarnią"), gdy nasz śmiałek odwiedzi budynek madagaskarskiego urzędu imigracyjnego, który zlokalizowany jest tuż obok targu.


Do odpalenia easter egga konieczny jest Sully, który cierpliwie podąża krok w krok za Nathanem. Kiedy obaj panowie znajdą się we wspomnianym urzędzie, wywiąże się rozmowa dotycząca konieczności wizyty w tym przybytku przed powrotem do Stanów Zjednoczonych. Główny bohater skomentuje ten fakt odniesieniem do państwa Arstotzka. W niezależnej produkcji Lucasa Pope'a to właśnie tam dokonuje się drobiazgowych kontroli dokumentów, zarówno paszportów, jak i zezwoleń na pracę i tym podobnych świstków. Sully daje nawet do zrozumienia, że doskonale pamięta wizytę w tym kraju, choć jest to niemożliwe. Arstotzka z Papers, Please to wymysł odpowiedzialnego za powstanie gry dewelopera i miejsca tego nie sposób znaleźć na mapie świata.


Twórcy gry Wolfenstein: The New Order przygotowali darmową kampanię do Quake'a

Wrzucił Ciekawostek - sobota, 25 czerwca 2016

Szwedzkie studio MachineGames przygotowało kapitalną niespodziankę na dwudziestą rocznicę premiery gry Quake, którą obchodziliśmy w minioną środę. Twórcy ostatnich przygód B.J. Blazkowicza (Wolfenstein: New Order) zaprojektowali w sekrecie nowy epizod do kultowej strzelaniny, a następnie udostępnili go w internecie zupełnie za darmo. Minikampania Dimension of the Past składa się z kilku poziomów do trybu single player i raz jeszcze pozwala zmierzyć się z monstrami opracowanymi dwie dekady temu przez firmę id Software.


Trzeba uczciwie przyznać, że Szwedzi odrobili zadanie domowe. Stworzone przez nich poziomy są bardzo pomysłowo zbudowane, obfitują w dużą liczbę ukrytych komnat i pułapek. Oprócz poszukiwania kluczy różnego koloru, gracze muszą też aktywować przełączniki, przywracać zasilanie do niektórych części kompleksu i nader często korzystać z podwodnych przejść. Poziom trudności rośnie z każdą kolejną misją - o ile na początku mamy do czynienia z podstawowymi żołnierzami, dość szybko pojawiają się ogry wyposażone w granatniki i piły łańcuchowe, rycerze oraz inne równie ohydne potwory. Kampanię można pobrać klikając w ten link, a do jej uruchomienia potrzebna jest pełna wersja Quake'a. Jeśli jakimś cudem nie posiadacie słynnej strzelaniny, nic nie stoi na przeszkodzie, aby ją kupić. W letniej wyprzedaży Steam, która rozpoczęła się kilkadziesiąt godzin temu, hit firmy id Software dostępny jest za ok. 10 złotych.


Czy powstanie opisanego epizodu zwiastuje zupełnie nowe wyzwanie w karierze Szwedów? Nie wiadomo. Na targach E3 Bethesda ujawniła, że firma id Software pracuje nad grą Quake Champions, z kolei MachineGames tworzy kontynuację przygód B.J. Blazkowicza, która prawdopodobnie będzie nosić podtytuł The New Colossus.

Napisy końcowe w grze Mighty No. 9 ogląda się przez blisko cztery godziny

Wrzucił Ciekawostek - piątek, 24 czerwca 2016

Jeżeli irytowaliście się długością napisów końcowych w popularnych sandboksach Ubisoftu (np. w kolejnych odsłonach serii Assassin's Creed), podczas oglądania listy płac w grze Mighty No. 9 prawdopodobnie wyrwiecie sobie wszystkie włosy z głowy. Produkt przygotowany przez japońskie studio Comcept ustanowił niechlubny rekord w tej dziedzinie, oferując "creditsy" o monstrualnej wręcz długości. Dość powiedzieć, że obejrzenie całej sekwencji wyjmie Wam z życia 3 godziny, 47 minut i 51 sekund, o ile wcześniej nie uśniecie z nudów.


Tak długą listę zawdzięczamy kampanii w serwisie Kickstarter, która wystartowała 31 sierpnia 2013 roku i pozwoliła deweloperom uzbierać wymaganą kwotę 900 tysięcy dolarów już po kilkudziesięciu godzinach od rozpoczęcia akcji. Obiecujący projekt platformówki wsparło wówczas 71,494 osób i to ich studio Comcept postanowiło wyróżnić w napisach końcowych. Każdy z uczestników zrzutki został wymieniony z osobna, bez względu na to, czy zastrzegł sobie anonimowość czy nie, choć w tym pierwszym przypadku Japończycy nie podawali oczywiście personaliów darczyńcy. Nazwiska faktycznych autorów stanowią zaledwie ułamek całej listy - ich wyświetlanie trwa raptem sześć minut.


Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć napisy końcowe w Mighty No. 9, nie musi kupować gry. Serwis GameXplain przygotował specjalny materiał video z tej okazji, który do tej pory zdążyło już zobaczyć ponad sto tysięcy osób. Ciekawe czy ktoś z nich obejrzał film od deski do deski...

Ponad 70% posiadaczy nowej gry z serii Doom nie zdołało jej ukończyć

Wrzucił Ciekawostek - czwartek, 23 czerwca 2016

Dlaczego nie kończycie gier, które kupujecie? Kiedy komentowaliście nasze poprzednie artykuły poruszające ten temat i próbowaliście odpowiedzieć na to pytanie, sięgaliście po przeróżne argumenty: "bo długie" (Wiedźmin 3: Dziki Gon), "bo słabe" (Fallout 4), "bo nudne" (Just Cause 3). Gdziekolwiek leży prawda, gier najzwyczajniej w świecie zaliczać nam się nie chce. Od dłuższego czasu badamy to, ilu ludzi dociera do końca kampanii i bez względu na to, który z topowych tytułów weźmiemy pod uwagę, liczba ta prawie nigdy nie przekracza 30%. Kolejnym dowodem na to okazał się Doom. Udany reboot słynnej serii strzelanin zadebiutował w sklepach 13 maja 2016 roku i choć miesiąc z okładem to wystarczająca ilość czasu, aby przygodę na Marsie zaliczyć kilkukrotnie, znów musimy donieść, że do wielkiego finału dotarło niewiele osób.


O wyczynach fanów Dooma jak zwykle poinformował nas wykaz osiągnięć na Steamie w przypadku wersji PC oraz ranking trofeów na PlayStation 4. Obie platformy oferują globalne statystyki, więc z łatwością można sprawdzić, ilu miłośników strzelanin uporało się ze strzelaniną. Liczby te tradycyjnie nie imponują - napisy końcowe wyświetlane po pokonaniu ostatniego bossa zobaczyło na PS4 raptem 19.4% graczy, natomiast na blaszakach 27.5%. Wynik jest ciekawy o tyle, że produkt studia id Software pozwala zdobyć końcowego achievementa nawet na najłatwiejszym poziomie trudności, ciężko zatem tłumaczyć się, że gra jest zbyt trudna.

Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, część osób grę kupiło i nawet jej nie odpaliło. Doom nagradza osiągnięciem za ukończenie pierwszego etapu, więc łatwo sprawdzić, ilu fanów strzelanin zdołało go w ogóle posmakować zabijania demonów - 86.1% w przypadku PlayStation 4 i 84.2% na PC. Statystyki sprawdzaliśmy tuż przed startem letniej wyprzedaży na Steamie, gdzie shooter doczeka się zapewne jakiejś obniżki ceny, więc ten wynik nie został w żaden sposób wypaczony. W PlayStation Store również nie uświadczyliśmy znaczącego rabatu, przynajmniej na razie.

Do tej pory platynę w Doomie zdobyło tylko 1.1% graczy.

Najmniej popularne osiągnięcia różnią się w zależności od platformy. Pecetowcom najwięcej problemów sprawia jak dotąd stworzenie mapy w dołączonym do gry edytorze (2%) i zaliczenie kompletu wyzwań w kampanii (2.1%). Z kolei posiadacze konsol PlayStation 4 mają ewidentny kłopot ze ulepszeniem wszystkich modyfikacji broni (1.9%) i pokonaniem pierwszego poziomu na poziomie trudności Ultrakoszmar (2%). Co ciekawe, tym ostatnim wyczynem może pochwalić się tylko 2.7% użytkowników pecetów, co pozwala przypuszczać, że zadanie to jest istną mordęgą, niezależnie od tego, czy w rękach trzymamy pad, czy też zabijamy demony za pomocą klawiatury i myszki. Poniżej prezentujemy Wam tradycyjne porównanie wybranych osiągnięć na obu platformach, przyjmując, że pierwsza wartość przypisana jest do PS4, a druga do PC:

  • Procent graczy, którzy ukończyli pierwszy poziom kampanii - 86.1%/84.2%
  • Procent graczy, którzy dotarli do Piekła - 48.9%/54.1%
  • Procent graczy, którzy zabili pierwszego bossa - 28.7%/35.5%
  • Procent graczy, którzy zabili drugiego bossa - 24.3%/31.5%
  • Procent graczy, którzy zabili trzeciego bossa - 19.4%/27.5%
  • Procent graczy, którzy ukończyli grę - 19.4%/27.5%
  • Procent graczy, którzy ukończyli pierwszy poziom na Ultrakoszmarze - 2.0%/2.7%
  • Procent graczy, którzy zdobyli BFG - 33.7%/40.5%
  • Procent graczy, którzy ulepszyli wszystkie modyfikacje broni - 1.9%/2.3%
  • Procent graczy, którzy ulepszyli wszystkie runy - 2.6%/2.4%
  • Procent graczy, którzy w pełni ulepszyli strój Pretora - 4.2%/5.9%
  • Procent graczy, którzy ukończyli wszystkie wyzwania - 2.5%/2/1%
  • Procent graczy, którzy znaleźli wszystkie dzienniki - 3.6%/3.8%
  • Procent graczy, którzy znaleźli wszystkie maskotki - 3.2%/3.3%
Na koniec kilka słów o trybie multiplayer. Choć fani zgadzają się w twierdzeniu, że singiel znacznie przewyższa zmagania wieloosobowe w Doomie, w sieci pograło przynajmniej 28.2% posiadaczy gry na PlayStation 4 i 21.5% pecetowców. Skąd to wiemy? Z tych samych statystyk. Strzelanina nagradza osiągnięciem zdobycie piątego poziomu doświadczenia w tego typu rywalizacji, a to wymaga zaliczenia przynajmniej kilku potyczek.

WARTO RÓWNIEŻ WIEDZIEĆ, ŻE...



Facebook YouTube Instagram Google Plus Twitter Email









Znajdź ciekawostkę po tytule gry