• NAJDŁUŻEJ ŻYJĄCA SERIA GIER MA PONAD 40 LAT

    Jeśli policzymy czas, jaki upłynął od premiery pierwszej gry z serii i ostatniej, to okaże się, że królem długowieczności jest... The Oregon Trail.

  • W PIERWSZEGO DOOMA MOŻNA ZAGRAĆ NA TERMOSTACIE

    Do pokaźnej listy nietypowych urządzeń, na których udało się odpalić pierwszego Dooma, dołączył niedawno termostat. Taki od klimy. Naprawdę.

  • W CALL OF DUTY: WWII ZOBACZYMY SWASTYKI

    Studio Sledgehammer Games rozwiało wszelkie wątpliwości dotyczące obecności swastyk w grze Call of Duty: WWII. Będą, ale tylko w singlu...

  • WIEMY, ILE METROPOLIS ZAPŁACIŁO ZA PRAWA DO GRY WIEDŹMIN

    Na długo przed tym, jak za Wiedźmina wzięło się studio CD Projekt Red, z tematem próbowała zmierzyć się firma Metropolis. Za prawa do gry zapłaciła absurdalną dziś kwotę.

  • WIEMY, CO WYCIĘTO Z GRY PREY - OPCJE SURVIVALOWE

    Autorzy planowali w grze Prey kilka ciekawych opcji survivalowych, ale ostatecznie poszły one pod nóż. Niewykluczone, że kiedyś wrócą. Oby!

  • ROZBIERANA SESJA BOHATEREK GRY SNIPER: GHOST WARRIOR 3

    W najnowszym numerze Playboya można zobaczyć rozbieraną sesję drugoplanowych bohaterek gry Sniper: Ghost Warrior 3. CI Games poszło w ślady studia CD Projekt Red.

W sieci leży sporo modów do gry Fallout 4 stworzonych na bazie odrzuconych przez Bethesdę pomysłów

Wrzucił Ciekawostek - czwartek, 17 sierpnia 2017

Praca twórców gier wymaga niezwykłej kreatywności, dowodem czego są szkice koncepcyjne z różnych stadiów rozwoju tytułu. Niejednokrotnie zdarza się, że tacy deweloperzy planują dużo więcej zawartości, której przydatność jest weryfikowana na dalszych etapach produkcji. Podobna sytuacja dotyczy Fallouta 4 i części projektów, które znalazły się w książce The Art of Fallout 4, a ostatecznie nie znalazły się w grze... do czasu. Moderzy wkroczyli do akcji i przygotowali przedmioty na bazie grafik wyjętych wprost ze wspomnianej książki.


Wśród najciekawszych projektów warto wymienić pancerz wspomagany Instytutu o bardzo charakterystycznej konstrukcji oraz sporą kolekcję broni - m.in. ręcznie robiony shotgun czy karabin maszynowy o wdzięcznej nazwie "Crude Blowback".  Wspomnieć należy także o modzie noszącym tytuł "Courser Crasher", który przebudowuje sposób funkcjonowania łowczych Instytutu, wprowadzając jednocześnie karabin V3N Courser Biorifle, który również wzorowany jest na pracach koncepcyjnych. Kolejna broń zainteresuje tych z Was, którzy pamiętają jeszcze wstrzymaną produkcję o kodowym tytule Project V13, mającą być grą MMO w świecie Fallouta; to właśnie z tego nieukończonego tytułu do "czwórki" przeniesiono charakterystyczne uzbrojenie o nazwie "M2045 .300 Magnum Rifle", które wygląda jak niezła armata inspirowana klasycznym rewolwerem. Ostatnim elementem jest strój nawiązujący do identyfikacji graficznej Nuka-Coli - i choć finalnie znalazł się on w grze za sprawą dodatku Nuka World, projekt moderów datowany jest jeszcze na czas przed wydaniem tego rozszerzenia. Porównanie grafik koncepcyjnych i gotowych modów znajdziecie tutaj.

Jeśli lubicie serię Fallout, warto rzucić okiem na inny rzeczy związane z modami w produkcji Bethesdy. Wiedzieliście, że Nvidia przygotowała moda do gry z okazji premiery najnowszej serii swoich kart graficznych? A jeśli lubicie GTA V, to możecie sprawdzić, jak bardzo Samsungowi nie spodobała się jedna z fanowskich nakładek do tej produkcji Rockstara.

Najdłużej żyjąca seria gier ma ponad 40 lat

Wrzucił Ciekawostek - czwartek, 17 sierpnia 2017

W czasach, kiedy popularne serie gier wychodzą niemal każdego roku by maksymalnie zwiększyć zyski, wciąż istnieje kilka tytułów, których odsłon wiele może nie było, ale niosą one ze sobą duży - i długi - bagaż historyczny. I jeśli spojrzymy na najdłużej istniejące serie gier, na pierwszym miejscu znajdzie się niepozorna produkcja o nazwie The Oregon Trail, którego początki sięgają 1971 roku.


Gra The Oregon Trail została stworzona przez Dona Rawitscha, Billa Heinemanna oraz Paula Dillenbergera i wydano ją 3 grudnia 1971 roku. Jej pierwotnym zamysłem było uczenie dzieci na temat życia XIX-wiecznych pionierów Ameryki Północnej podążających tak zwanym "Szlakiem oregońskim", czyli historyczną trasą osadników, którzy zaryzykowali wędrówkę na Dziki Zachód w poszukiwaniu miejsca do zasiedlenia. Od tego czasu pojawiały się kontynuacje, remake'i oraz spin-offy, a premiera ostatniej gry z serii miała miejsce 6 grudnia 2011 roku, czyli dokładnie 40 lat i 3 dni po wydaniu oryginału. Warto zaznaczyć, że wszystkie produkcje z serii The Oregon Trail sprzedały się w sumie w ponad 65 milionach egzemplarzy. W 2012 roku tygodnik Time umieścił ją na liście 100 najlepszych gier wszech czasów, a w 2016 ta sama gazeta przyznała produkcji dziewiąte miejsce na liście 50 najlepszych gier wszech czasów. 2016 był również rokiem, kiedy wprowadzono ten tytuł do World Video Game Hall of Fame, uznając ją jednocześnie za nieśmiertelny klasyk.

A jeśli lubicie temat długowieczności, zachęcamy Was do sprawdzenia, która gra jest najdłużej działającą produkcją MMORPG w historii. Założymy się, że zdecydowana większość z Was kiedyś w nią grała.

Popularność hasła "Half-Life 3" w Google'u jest dziś zaskakująco niska

Wrzucił Ciekawostek - piątek, 11 sierpnia 2017

Valve, czyli właściciel najpopularniejszej platformy dystrybucji cyfrowej Steam, zapowiedział właśnie nową grę – i nie, nie jest nią mityczny Half-Life 3. Przy tej okazji postanowiliśmy przyjrzeć się internetowej popularności kontynuacji flagowego dzieła firmy Gabe'a Newella i okazało się, że coraz mniej graczy wierzy, że "trójka" kiedykolwiek powstanie.


Do ocenienia tego zjawiska skorzystaliśmy z odpowiedniego wykresu popularności hasła "half-life 3” wpisywanego w wyszukiwarkę Google. Jego szczytowa popularność przypada na grudzień 2004 roku, a więc miesiąc po premierze Half-Life 2. Przygody Gordona Freemana cieszyły się niezwykłą popularnością (samą podstawową edycję gry posiada dziś ponad 10 milionów osób), nic więc dziwnego, że gracze byli głodni informacji o losach kontynuacji. Zainteresowanie stopniowo malało w kolejnych miesiącach, sięgając około 10% wartości z grudnia. Skok nastąpił w październiku 2007 roku, kiedy to premierę miał The Orange Box, czyli pakiet pięciu gier od Valve (Half-Life 2, Half-Life 2: Episode One, Half-Life 2: Episode Two, Portal, Team Fortress 2) i liczba wyszukiwań frazy podskoczyła do 30% wartości zanotowanej w 2004 roku.


Od tego momentu widać znaczącą tendencję spadkową, z pojedynczymi wzrostami w miesiącach, kiedy na świat wypływają mniej lub jeszcze mniej potwierdzone przecieki na temat prac nad grą. Dziś zainteresowanie graczy Half-Life'em 3 jest o 25 razy mniejsze niż 13 lat temu, co jasne pokazuje, że choć "memiczność" zjawiska jest niezwykle silna, wielu graczy straciło już wiarę w powstanie najbardziej oczekiwanej kontynuacji w branży gier. Jedno jest pewne: jeśli Valve kiedykolwiek zdecyduje się na wypuszczenie na świat trzeciej dużej części przygód Gordona Freemana, zdecydowana większość graczy będzie zawiedziona - spełnienie zachcianek rosnących przez ponad dekadę nie jest raczej w zasięgu możliwości nawet najzdolniejszego dewelopera. Choć mamy ogromną nadzieję, że się mylimy.

W oczekiwaniu na premierę Half-Life 3 zachęcamy do zapoznania się z kilkoma innymi ciekawostkami – jak choćby z tym, że Valve oficjalnie zapowiedziało trzeci dodatek do Half-Life 2. A jeśli dobrze wspominacie kultowe intro z pierwszej gry z Gordonem Freemanem w roli głównej, na pewno zainteresują Was kulisy jego powstania.

Najwięcej książek przeczytamy w grze The Elder Scrolls Online

Wrzucił Ciekawostek - środa, 9 sierpnia 2017

Kolekcjonowanie notatek to dość powszechne zjawisko w produktach rozrywkowych. Deweloperzy wykorzystują odnajdywane przez graczy treści na rozmaite sposoby, najczęściej jednak służą one poszerzaniu wiedzy na temat zwiedzanego świata lub intrygi związanej z fabułą produktu, przy okazji pełniąc rolę typowych znajdziek. Nie jest żadną tajemnicą, że do tego aspektu rozgrywki od lat najbardziej przykładają się autorzy serii The Elder Scrolls. W Oblivionie i Skyrimie można przeczytać monstrualną liczbę książek, nierzadko oferujących nawet kilkanaście stron tekstu. Oba te erpegi wypadają jednak blado w porównaniu z multiplayerową odsłoną tego cyklu.


Dzień przed premierą gry The Elder Scrolls Online jej deweloperzy pochwalili się, że w fantastycznej krainie Tamriel czeka na użytkowników aż 2235 książek. Mało tego, miały one zawierać łącznie 480 tysięcy słów, czyli tyle samo, co anglojęzyczna wersja trylogii Władcy Pierścieni, napisana przez J.R.R. Tolkiena. Przy okazji obliczono, że przeczytanie wszystkich tomów zajęłoby przeciętnemu użytkownikowi około 32 godziny! Rezultaty te tak mocno zdeklasowały konkurencję, że gra została automatycznie uwzględniona w najnowszej edycji Księgi Rekordów Guinnessa.

Oczywiście w ciągu kolejnych lat The Elder Scrolls Online wzbogaciło się o kilka mniejszych lub większych dodatków, a wraz z nimi dodane zostały następne książki. Rekordowe pod tym względem jest rozszerzenie Orsinium, gdzie pojawiło się aż nowych 171 ksiąg. Nieco mniej okazale prezentuje się pod tym względem wydane niedawno Morrowind - tutaj zaimplementowano "tylko" 164 pozycje. W sumie dodatki DLC wzbogaciły bazową grę o 538 książek, co w sumie daje 2773 egzemplarzy. Jesteśmy ciekawi, czy ktoś przeczytał je wszystkie.

Znak Heliotropu miał pojawić się w pierwszym Wiedźminie i działałby on inaczej, niż w "dwójce"

Wrzucił Ciekawostek - poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Inaczej, czyli prawidłowo, bo jeśli nie jest Wam obca proza Andrzeja Sapkowskiego, to z pewnością pamiętacie sytuacje, w których Geralt użył znaku Heliotropu - stało się to w opowiadaniu Ostatnie życzenie. Wiedźmin krzyżował wówczas przeguby obu rąk w celu zniwelowania ataków magicznych i za każdym razem boleśnie odczuł próbę takiej obrony. W grze Wiedźmin 2: Zabójcy królów wspomniany znak również był obecny, ale miał on zupełnie inne zadanie. Nie dość, że nie pełnił typowej funkcji ochronnej, to na dodatek nie należał do podstawowego zestawu zaklęć. Mogliśmy go odpalić dopiero po wypełnieniu paska adrenaliny, o ile wcześniej odblokowaliśmy odpowiednią umiejętność. On sam spowalniał czas, działając niczym wiedźmiński bullet time.


Znak Heliotropu nigdy nie doczekał się poprawnej implementacji w serii gier Wiedźmin. Znajdował się on jedynie w pierwotnych planach twórców "jedynki", kiedy produkt powstawał jeszcze na silniku strzelaniny Mortyr. Skąd o tym wiemy? Z oryginalnej dokumentacji erpega (weszliśmy w jej posiadanie niedawno), która została przygotowana w 2002 roku, a więc pięć lat przed faktyczną premierą tytułu. Heliotrop był wymieniany tam jako jeden z sześciu dostępnych znaków i pełnić miał identyczną funkcję, co w opowiadaniach Sapkowskiego. Z jego pomocą Geralt rozpraszałby rzucone na niego czary, ale nie mógłby chronić się przed wypluwanymi w jego kierunku strzałami i bełtami. Tę zdolność zyskałby z chwilą odpalenia znaku Quen, ale tego już się zapewne domyślacie.

Kiedy wyjdzie GTA VI? Najwcześniej w 2019 roku, jedną z głównych bohaterek będzie eks-prostytutka

Wrzucił Ciekawostek - niedziela, 6 sierpnia 2017

Vice City, trzech głównych bohaterów w kampanii, przy czym jedną z nich będzie eks-prostytutka. Brzmi niewiarygodnie? Na pierwszy rzut oka tak, ale doświadczenie nauczyło nas, że w branży elektronicznej rozrywki każda plotka zawiera ziarno prawdy. Powyższe rewelacje dotyczą oczywiście gry Grand Theft Auto VI, a zawdzięczamy je jednemu z deweloperów, który postanowił podzielić się informacjami o nowym dziele studia Rockstar North w serwisie 4Chan. Źródło to wątpliwe, ale pamiętajmy, że również tam wyciekły pierwsze konkrety o Assassin's Creed: Origins. Mimo że garstka osób dała im wiarę, większość z nich potwierdziła się.


Co ciekawego zdradził tajemniczy informator? Przede wszystkim to, że akcja gry GTA VI zostanie osadzona w Vice City, ale nie obejmującym wyłącznie samego Miami, ale także drugie duże miasto na Florydzie - Orlando. Deweloperzy mocno naciskali, żeby kolejna odsłona serii opuściła granice Stanów Zjednoczonych i przeniosła nas do Londynu, ale szefostwo Rockstara nie wyraziło na to zgody. Taka opcja nie była brana pod uwagę, choćby z tego względu, że rzymska "szóstka" idealnie pasuje do pierwszych liter nazwy fikcyjnej metropolii. Z punktu widzenia marketingowego, nie skorzystanie z tej okazji byłoby strzałem w stopę. Deweloper nie wyklucza jednak, że temat stolicy Wielkiej Brytanii powróci później. Rockstar już raz przeniósł Grand Theft Auto na Stary Kontynent, ale było to bardzo dawno temu.

Podobnie jak w "piątce", deweloperzy celują w trzech grywalnych bohaterów: typowego amerykańskiego wieśniaka, właściciela klubu i byłą prostytutkę Theresę, która bezskutecznie próbowała dostać się do armii. Wspomniany redneck ma być dość podobny do Trevora Philipsa z GTA V, ale zdecydowanie mniej agresywny. Nie oznacza to jednak, że nie będzie równie szalony. Deweloper opisał scenę, w której ten protagonista wystąpił na scenie w podrzędnym lokalu grając muzykę country, a następnie zdemolował obiekt buldożerem, bo "coś się wydarzyło" w trakcie koncertu.

Na weryfikację powyższych informacji jednak poczekamy i to długo. Informator twierdzi, że gra zostanie ujawniona dopiero pod koniec 2018 roku, a gotowy produkt trafi do sklepów w 2019 lub 2020 roku. Pecetowcy znów mają zostać na lodzie, bo GTA VI wpierw trafi na konsole, a dopiero dwanaście miesięcy później na blaszaki.

Wątek współczesny w serii gier Assassin's Creed był niezbędny - twierdzi pomysłodawca cyklu

Wrzucił Ciekawostek - sobota, 5 sierpnia 2017

Gdybyśmy zapytali Was, która seria jest największym "tasiemcem" wśród gier komputerowych, najpopularniejszą odpowiedzią byłby zapewne Assassin’s Creed, który do dziś doczekał się około 30 różnych odsłon (wliczając w to produkcje mobilne). Zanim jednak gracze zaczęli narzekać na odcinanie kuponów, głównym zarzutem w stosunku do tego cyklu był jego wątek współczesny – po co powstał, dlaczego jest kontynuowany i kiedy w końcu zniknie? Temat ten poruszył sam Patrice Désilets - pomysłodawca kultowej sagi o zakonie skrytobójców.

Czy zgodzicie się, że bez Desmonda to już nie jest to samo?

Patrice Désilets to autor uniwersum, które w tym roku będzie obchodzić swoje dziesięciolecie. Deweloper w jednej ze swoich wypowiedzi dla internetowego programu Dev's Play podkreślił, że pomieszanie historii ze współczesnością było mu potrzebne by nadać działaniom skrytobójców większego kontekstu i by umiejscowić historię Altaïra oraz kolejnych bohaterów serii w ramach wydarzeń ważniejszych od nich samych. Poza tym, spięcie fabuły kolejnych gier wątkiem w teraźniejszości przypadło do gustu samemu Ubisoftowi, który zobaczył w takim podejściu okazję na stworzenie franczyzy – wystarczyło, by kolejne gry spiąć ze sobą postacią Desmonda (czy później już tylko samym Animusem/Helixem) i już można do woli skakać pomiędzy epokami oraz postaciami, wydając każdego roku nowy tytuł. Désilets odniósł się także bezpośrednio do zarzutów dotyczących współczesności i uznał reakcję graczy za wyjątkowo zaskakującą, podkreślając, że Assassin’s Creed składa się właśnie z mieszaniny wątków teraźniejszych z historią, a gdyby ich nie było - flagowa seria Ubisoftu nie byłaby tym samym. Dobry przykład mamy w ostatnich odcinkach opowieści, gdzie traktuje się go po macoszemu.

Już w październiku czeka nas kolejny rozdział historii skrytobójców, noszący tytuł Assassin’s Creed: Origins. Z niecierpliwością czekamy na informacje, czy ta odsłona ponownie skorzysta z rozbudowanej fabuły w XXI wieku, pomimo spłycania jej znaczenia z każdą kolejną produkcją. I choć Patrice Désilets nie pracuje już nad serią, z jednym niewątpliwie się zgadzamy - gdyby nie pomieszanie przeszłości z teraźniejszością, Assassin’s Creed nie byłby tym samym.

Bohater gry Doom 3 przebywa na Marsie prawie 6 dni

Wrzucił Ciekawostek - czwartek, 3 sierpnia 2017

Z racji tego, że fabuła gry Doom 3 nie zawiera żadnych wymuszonych przerw w rozgrywce, możemy śmiało założyć, że inwazja demonów trwa dokładnie tyle, ile sami przebywamy na Marsie, czyli od 10 do 15 godzin. Pierwszy kontakt z potworami kosmiczny komandos ma już kilkanaście minut po przybyciu do bazy, a piekielna ofensywa kończy się wraz z zabiciem Cyberdemona w finale kampanii. W rzeczywistości jednak cała operacja jest mocniej rozciągnięta w czasie. Dzięki informacjom uzyskanym w trakcie zabawy dowiadujemy się, że do jaskiń nasz śmiałek dociera dopiero 24 godziny od przylotu, a on sam zostaje odnaleziony przez drużynę ratowniczą kilka dni później. Dzięki pozostałym danym da się bardzo precyzyjnie określić długość pobytu żołnierza na Marsie - trwa on dokładnie 5 dni, 15 godzin i 18 minut.


Skąd to wiemy? Z samej gry. Już w intrze dowiadujemy się, że komandos przylatuje do marsjańskiej placówki na pokładzie statku kosmicznego DarkStar 15 listopada 2145 roku, punktualnie o 6:18 rano. Zaplanowana tego samego dnia impreza urodzinowa w kompleksie Delta rozpoczyna się dopiero o 21:00 (bohater widzi potem jej uczestników, ale już w opętanej formie), a usunięcie artefaktu w jaskiniach (jednej z ostatniej lokacji) komputery rejestrują o godz. 6:30 dnia następnego. Kilkanaście godzin później śmiałek staje do walki z Cyberdemonem, czyli ostatnim bossem, a potem wycieńczony oczekuje na ratunek. Drużyna Recon Zulu odnajduje go dopiero 20 listopada 2145 roku o 21:36 i na tym opowieść się urywa. Dokładny termin ewakuacji zaprezentowany jest w outrze.

Drużyna ratownicza odnajduje głównego bohatera gry.

Plakat z filmu Thor: Ragnarok nawiązuje do bardzo starej gry

Wrzucił Ciekawostek - wtorek, 1 sierpnia 2017

Wśród rozmaitych dzieł popkultury można znaleźć wiele easter eggów odnoszących się do zupełnie odmiennych form rozrywki. Dotyczy to również, a może przede wszystkim, kina superbohaterskiego. Świetny tego przykład otrzymaliśmy na zakończonym niedawno konwencie San Diego Comic-Con 2017, gdzie zaprezentowano plakat nadchodzącego filmu Thor: Ragnarok. Bardzo otwarcie nawiązuje on do grafiki reklamującej stareńką grę Altered Beast.


Altered Beast to wydana w 1988 roku bijatyka, która została wydana przez firmę SEGA. Produkcja trafiła na automaty, a jej fabuła kręciła się wokół starożytnej Grecji i centuriona ożywionego przez Zeusa w celu uratowania córki boga piorunów, Ateny. Grafika promocyjna zawiera bardzo charakterystyczny układ postaci, z zielonym gargulcem u samej góry. Jeśli przyjrzycie się plakatowi nowego Thora, zauważycie bardzo podobną kompozycję w centralnym elemencie ilustracji. Nie bez znaczenia jest również fakt, że u szczytu znajduje się Hulk, który podobnie jak gargulec z oryginału – jest zielony. Jedni powiedzą pewnie, że to bezczelna zrzynka z popkultury lat osiemdziesiątych, ale pamiętajmy, że cały film utrzymany jest w takiej konwencji, więc inspiracja plakatem Altered Beast nie wydaje się być kompletnie przypadkowa.



O jakości filmu Thor: Ragnarok przekonamy się już za kilka miesięcy, a jeśli interesuje Was więcej powiązań między kinem a grami komputerowymi, koniecznie sprawdźcie co wspólnego ma Mass Effect: Andromeda z filmem Obcy oraz jak to się stało, że w jednym zdaniu można podać słowa "Brazzers" oraz "Konami".



Facebook YouTube Instagram Google Plus Twitter Email









Znajdź ciekawostkę po tytule gry